... newer stories
czwartek, 15. czerwca 2006
SPQR + ja
piotr, 23:35h
Do liczby 2553873 (stan z 1 stycznia 2005) trzeba dodać 1.
Dziś zostałem oficjalnie mieszkańcem miasta Rzym.
Wykorzystałem przedpołudnie na wizytę w urzędzie i załatwiłem papierowe sprawy dotyczące tzw. Residenza. W ten sposób powiększyłem grono Rzymian, co udokumentowane zostało wydaniem mi pięknej Carta d'Identità.
Niestety, nie mam prawa głosu w wyborach burmistrza...
Tymczasem, jutro jadę nad morze...
Jak pięknie mieć wakacje!
Dziś zostałem oficjalnie mieszkańcem miasta Rzym.
Wykorzystałem przedpołudnie na wizytę w urzędzie i załatwiłem papierowe sprawy dotyczące tzw. Residenza. W ten sposób powiększyłem grono Rzymian, co udokumentowane zostało wydaniem mi pięknej Carta d'Identità.
Niestety, nie mam prawa głosu w wyborach burmistrza...
Tymczasem, jutro jadę nad morze...
Jak pięknie mieć wakacje!
czwartek, 15. czerwca 2006
Niemcy - Polska
piotr, 02:54h
Grunwaldu nie było.
Raczej obrona Westerplatte.
Zabrakło 2 minut...
Raczej obrona Westerplatte.
Zabrakło 2 minut...
wtorek, 13. czerwca 2006
piotr, 02:16h
"Czarne Pantery" napędziły Włosiakom stracha.
Najlepszy (jak dotąd) mecz Mundialu.
Jutro Critica Textus - egzamin.
Najlepszy (jak dotąd) mecz Mundialu.
Jutro Critica Textus - egzamin.
poniedzia?ek, 12. czerwca 2006
Perspektywa
piotr, 02:56h
Idealna Niedziela ma w sobie wszystko, co mieć powinna.
Po pierwsze: Eucharystia.
Z niezłym kazaniem "Suchego".
Po drugie: wypoczynek.
Godzinna drzemka po obiedzie.
Po trzecie: kultura.
Czeskie kino ambitne: "Pupendo".
Po czwarte: nauka.
Przyszedł Alexius i rezaliśmy razem na egzamin z krytyki tekstu.
Po piąte: Mundial.
Zastanawia mnie, jaka forma jest prawidłowa: Angolczycy, czy Angolańczycy. Tę drugąKomentator na Jedynce z uporem powtarzał co minutę.
Po szóste: perspektywa.
Jutro dzień w bibliotece i USA-Czechy. Czy 0:0 to możliwy wynik?
Po pierwsze: Eucharystia.
Z niezłym kazaniem "Suchego".
Po drugie: wypoczynek.
Godzinna drzemka po obiedzie.
Po trzecie: kultura.
Czeskie kino ambitne: "Pupendo".
Po czwarte: nauka.
Przyszedł Alexius i rezaliśmy razem na egzamin z krytyki tekstu.
Po piąte: Mundial.
Zastanawia mnie, jaka forma jest prawidłowa: Angolczycy, czy Angolańczycy. Tę drugąKomentator na Jedynce z uporem powtarzał co minutę.
Po szóste: perspektywa.
Jutro dzień w bibliotece i USA-Czechy. Czy 0:0 to możliwy wynik?
niedziela, 11. czerwca 2006
Jak lew i sto tygrysów...
piotr, 02:49h
Dzisiaj sami pograliśmy w Mundial i znowu byłem jak Tommy L. Jones w "Ściganym".
Od ROKU pierwszy raz w bramce. Ucałowałem sztuczną trawę i walczyłem jak Boruc i 100 tygrysów...
Jak to w życiu bywa: kilka parad, kilka szmat (tych ostatnich zdecydowanie nie za dużo i żadnej, którą bym zapamiętał)...
Jestem poobijany, ale szczęśliwy.
A wieczorem zobaczyłem jeszcze bramkę dla Trynidadu i Tobago w meczu z Argentyną.
Od ROKU pierwszy raz w bramce. Ucałowałem sztuczną trawę i walczyłem jak Boruc i 100 tygrysów...
Jak to w życiu bywa: kilka parad, kilka szmat (tych ostatnich zdecydowanie nie za dużo i żadnej, którą bym zapamiętał)...
Jestem poobijany, ale szczęśliwy.
A wieczorem zobaczyłem jeszcze bramkę dla Trynidadu i Tobago w meczu z Argentyną.
sobota, 10. czerwca 2006
Dlaczego?
piotr, 02:30h
W Polsce:
- wysokie bezrobocie,
- przemysł pada,
- rolnictwo leży,
- wicepremierem jest Lepper,
- młodzież ucieka na Wyspy Brytyjskie.
Potrzeba nam zwycięstw.
A tu:
- nieuznana bramka Krzynówka (strzelona prawidłowo),
- poprzeczka Jelenia,
- słupek Brożka,
- 2 akcje i 2 gole Ekwadoru.
Dlaczego tak jest?
- wysokie bezrobocie,
- przemysł pada,
- rolnictwo leży,
- wicepremierem jest Lepper,
- młodzież ucieka na Wyspy Brytyjskie.
Potrzeba nam zwycięstw.
A tu:
- nieuznana bramka Krzynówka (strzelona prawidłowo),
- poprzeczka Jelenia,
- słupek Brożka,
- 2 akcje i 2 gole Ekwadoru.
Dlaczego tak jest?
Mundial, Mundial, Mundial!!!
piotr, 03:11h
Do boju Polsko!
Obstawiam 1:0 dla naszych. Bramkę strzeli Krzynówek w 17 minucie. Potem Ekwador będzie miał słupek.
W dugiej połowie Polacy nie wykorzystają karnego.
Po nerwowej końcówce zainkasujemy 3 punkty i wskoczymy na drugie miejsce w grupie (za Niemcami, którzy 3:0 zbiją Kostarykę), albo nawet na pierwsze, jeśli w meczu otwarcia będzie remis 1:1 (co może się nawet Niemcom przytrafić).
Polskaaaa! Biało-Czerwoni!
Obstawiam 1:0 dla naszych. Bramkę strzeli Krzynówek w 17 minucie. Potem Ekwador będzie miał słupek.
W dugiej połowie Polacy nie wykorzystają karnego.
Po nerwowej końcówce zainkasujemy 3 punkty i wskoczymy na drugie miejsce w grupie (za Niemcami, którzy 3:0 zbiją Kostarykę), albo nawet na pierwsze, jeśli w meczu otwarcia będzie remis 1:1 (co może się nawet Niemcom przytrafić).
Polskaaaa! Biało-Czerwoni!
czwartek, 8. czerwca 2006
Korupcja w Serie A
piotr, 00:32h
Znalezione w necie:
Spotyka Ronaldo Matkę Bożą. Madonna mówi do Brazylijczyka, że spełni jedno jego życzenie. Ronaldo mówi: chcę mieć autostradę z Mediolanu (dowcip pochodził jeszcze z czasów, gdy napastnik Canarinhos grał w Interze) do Rio de Janeiro. Matka Boża odpowiedziała, że to bardzo trudne do zrobienia. "Może jakieś inne życzenie" - zapytała. "Chciałbym zagrać przeciwko Juventusowi w meczu, w którym sędzia nie byłby stronniczy" - wypalił Ronaldo.
Na to Madonna: "To ile pasów ma mieć ta autostrada do Brazylii?"
Spotyka Ronaldo Matkę Bożą. Madonna mówi do Brazylijczyka, że spełni jedno jego życzenie. Ronaldo mówi: chcę mieć autostradę z Mediolanu (dowcip pochodził jeszcze z czasów, gdy napastnik Canarinhos grał w Interze) do Rio de Janeiro. Matka Boża odpowiedziała, że to bardzo trudne do zrobienia. "Może jakieś inne życzenie" - zapytała. "Chciałbym zagrać przeciwko Juventusowi w meczu, w którym sędzia nie byłby stronniczy" - wypalił Ronaldo.
Na to Madonna: "To ile pasów ma mieć ta autostrada do Brazylii?"
?roda, 7. czerwca 2006
piotr, 02:24h
I znowu pojutrze egzamin.
Tym razem Hebrajski C.
Nie jestem wystraszony.
Po Grece ju z górki jest...
Tym razem Hebrajski C.
Nie jestem wystraszony.
Po Grece ju z górki jest...
poniedzia?ek, 5. czerwca 2006
Tu sei sorgente viva...
piotr, 03:32h
Pracowitą niedzielę zakończyła Kompleta już z Okresu Zwykłego.
Wielkanoc is over.
Dzięki dobrodziejstwom techniki komputerowej mogłem zerkać na Opole. Oczywiście na dzisiejszy koncert piosenek Marka Grechuty. Turnau z AMJ - rewelacja. On - jak zwykle pianistycznie i wokalnie kompetentny, Ona - siędząca na boso na pianinie i zachwycająca aksamitem nut. Miodzio.
Codzienne mecze w ping-ponga z Arturem stają się powoli zinstytucjonalizowaną tradycją. Nie ma nic gorszego dla spontanicznych akcji niż zamienić je w uporządkowane, zastatutowane, obramowane struktury.
Szymon dał mi do myślenia przesyłając tekst o księżach 30-latkach. Bo ja jestem "już i jeszcze nie".
Przyjdź Duchu Święty - to jedyny rozsądny komentarz do dzisiejszej Uroczystości.
Niech zstąpi, albo lepiej niech zstępuje do naszych momentów małych jak cudzysłów przed cytatem i ogromnych jak Cape Town, gdzie się oceany spotykają. Do chwil, gdy świat u stóp i gdy zwątpienie u bram. Do wzruszeń pod dach Tybetu i rozczarowań ciężkich jak mokry śnieg na blaszanym garażu. Do zmarnowanych okazji i chwil odpoczynku po niewykorzystanym czasie.
Do momentów naszego życia:
Tych niezrozumiałych jak śmierć noworodka i logicznych szachowymi, czarno-białymi zasadami. Do nieodżałowanych, za krótkich, mokrych łzami, szarych-zwyczajnych i podkrawatowych, do niecierpliwych, do zdyszanych brakiem tchu, do pachnących wilgotną łąką, do zakolkowanych śmiechem i zarumienionych wstydem do oświeconych i potwornie głupich do chwil potrzebnych, bo innych nie ma.
Ześlij Swego Ducha.
Niech się stanie Życie.
P.S. Znów się grafomańsko zrobiło, ale to wpływ nowego Stinga (od Szymona), który wsącza się trochę za głośno, jak na tę porę wieczoru...
A jutro Krwawy Sport 180, czyli 3-godzinny grecki dramat. Kto może niech westchnie między 8.30 a 11.30.
Wielkanoc is over.
Dzięki dobrodziejstwom techniki komputerowej mogłem zerkać na Opole. Oczywiście na dzisiejszy koncert piosenek Marka Grechuty. Turnau z AMJ - rewelacja. On - jak zwykle pianistycznie i wokalnie kompetentny, Ona - siędząca na boso na pianinie i zachwycająca aksamitem nut. Miodzio.
Codzienne mecze w ping-ponga z Arturem stają się powoli zinstytucjonalizowaną tradycją. Nie ma nic gorszego dla spontanicznych akcji niż zamienić je w uporządkowane, zastatutowane, obramowane struktury.
Szymon dał mi do myślenia przesyłając tekst o księżach 30-latkach. Bo ja jestem "już i jeszcze nie".
Przyjdź Duchu Święty - to jedyny rozsądny komentarz do dzisiejszej Uroczystości.
Niech zstąpi, albo lepiej niech zstępuje do naszych momentów małych jak cudzysłów przed cytatem i ogromnych jak Cape Town, gdzie się oceany spotykają. Do chwil, gdy świat u stóp i gdy zwątpienie u bram. Do wzruszeń pod dach Tybetu i rozczarowań ciężkich jak mokry śnieg na blaszanym garażu. Do zmarnowanych okazji i chwil odpoczynku po niewykorzystanym czasie.
Do momentów naszego życia:
Tych niezrozumiałych jak śmierć noworodka i logicznych szachowymi, czarno-białymi zasadami. Do nieodżałowanych, za krótkich, mokrych łzami, szarych-zwyczajnych i podkrawatowych, do niecierpliwych, do zdyszanych brakiem tchu, do pachnących wilgotną łąką, do zakolkowanych śmiechem i zarumienionych wstydem do oświeconych i potwornie głupich do chwil potrzebnych, bo innych nie ma.
Ześlij Swego Ducha.
Niech się stanie Życie.
P.S. Znów się grafomańsko zrobiło, ale to wpływ nowego Stinga (od Szymona), który wsącza się trochę za głośno, jak na tę porę wieczoru...
A jutro Krwawy Sport 180, czyli 3-godzinny grecki dramat. Kto może niech westchnie między 8.30 a 11.30.
sobota, 3. czerwca 2006
Festa della Republica
piotr, 02:48h
Miałem dziś zaplanowany dzień w bibliotece.
Wszystko się układało świetnie. Wyszedłem z pokoju i gdzieś w okolicach 2 piętra usłyszałem dźwięk przelatujących samolotów. No tak, pomyślałem, Święto Republiki. Zaraz, zaraz, to przeciez wolny dzień. Ale moja szkoła działa według kalendarza watykańskiego. No nie, przecież była kartka, że w piątek nieczynne.
I wróciłem.
I uczyłem się w pokoju...
A popołudniu gradobicie było takie, że mało nam okien nie powybijało.
8 milionów Włosiaków wyjechało na długi weekend, a tu taka pogoda...
Wszystko się układało świetnie. Wyszedłem z pokoju i gdzieś w okolicach 2 piętra usłyszałem dźwięk przelatujących samolotów. No tak, pomyślałem, Święto Republiki. Zaraz, zaraz, to przeciez wolny dzień. Ale moja szkoła działa według kalendarza watykańskiego. No nie, przecież była kartka, że w piątek nieczynne.
I wróciłem.
I uczyłem się w pokoju...
A popołudniu gradobicie było takie, że mało nam okien nie powybijało.
8 milionów Włosiaków wyjechało na długi weekend, a tu taka pogoda...
czwartek, 1. czerwca 2006
Rocznic ciąg dalszy...
piotr, 19:35h
Pamiętam to, jak dziś.
Mój tato skończył 60 lat i rano złapały go korzonki.
Ja pojechałem do maego kościółka na filii i tam pierwszy raz w życiu odprawiłem Mszę św.
A potem była ta "Prymicyjna" już dużym kościele parafialnym.
I tato nie mógł być, chociaż do końca próbował się wyprostować. Niestety, zastrzyk poranny nie pomógł. Tato został w domu, ale łączył się ze mną duchowo.
A ja pomyślałem sobie (i chyba nawet o tym wspomniałem po Mszy), że to pewien znak dla mnie.
Odtąd mój kontakt z rodzicami będzie raczej bardziej duchowy. Pewnie, że są telefony, ale fizycznie nie będziemy się widywać zbyt często.
I o tym w rocznicę Prymicji sobie przypominam, bo mi się chce do domu.
Wpadłbym tak, chociaż na chwilę...
Niestety, będzie to możliwe dopiero w październiku.
Tymczasem uczę się pilnie i nawet dzisiaj pisałem egzamin ze Wstępu do ST. Konkretnie z ksiąg historycznych. Przyznaję, że przygotowałem się nieźle, więc bez paniki było. Malutki stresik obudził mnie rano o 5.09, ale przeczekałem do wpół do szóstej, a potem powtórzyłem sobie troszkę, poszedłem, napisałem i jestem zadowolony. Wyniki będą za kilka dni, ale jestem spokojny.
Horror będzie dopiero w poniedziałek: Greczyzna (2 Kor).
Czeka mnie pracowity weekend powtórkowy.
Dziś, po egzaminie tylko troszkę zaglądnąłem do 8 rozdziału. Ale raczej odpoczywam. Obejrzeliśmy z Arturem koreański film, może się zdrzemnę, wieczorkiem trochę postudiuję...
Mój tato skończył 60 lat i rano złapały go korzonki.
Ja pojechałem do maego kościółka na filii i tam pierwszy raz w życiu odprawiłem Mszę św.
A potem była ta "Prymicyjna" już dużym kościele parafialnym.
I tato nie mógł być, chociaż do końca próbował się wyprostować. Niestety, zastrzyk poranny nie pomógł. Tato został w domu, ale łączył się ze mną duchowo.
A ja pomyślałem sobie (i chyba nawet o tym wspomniałem po Mszy), że to pewien znak dla mnie.
Odtąd mój kontakt z rodzicami będzie raczej bardziej duchowy. Pewnie, że są telefony, ale fizycznie nie będziemy się widywać zbyt często.
I o tym w rocznicę Prymicji sobie przypominam, bo mi się chce do domu.
Wpadłbym tak, chociaż na chwilę...
Niestety, będzie to możliwe dopiero w październiku.
Tymczasem uczę się pilnie i nawet dzisiaj pisałem egzamin ze Wstępu do ST. Konkretnie z ksiąg historycznych. Przyznaję, że przygotowałem się nieźle, więc bez paniki było. Malutki stresik obudził mnie rano o 5.09, ale przeczekałem do wpół do szóstej, a potem powtórzyłem sobie troszkę, poszedłem, napisałem i jestem zadowolony. Wyniki będą za kilka dni, ale jestem spokojny.
Horror będzie dopiero w poniedziałek: Greczyzna (2 Kor).
Czeka mnie pracowity weekend powtórkowy.
Dziś, po egzaminie tylko troszkę zaglądnąłem do 8 rozdziału. Ale raczej odpoczywam. Obejrzeliśmy z Arturem koreański film, może się zdrzemnę, wieczorkiem trochę postudiuję...
?roda, 31. maja 2006
3 lata, jak jeden dzień...
piotr, 23:18h
Przypomina się o życzeniach z okazji 3 rocznicy Święceń Kapłańskich...
wtorek, 30. maja 2006
Ctrl + C, Ctrl + V
piotr, 11:54h
Wpis metodą "Copy / Past" z wczorajszej Godziny Czytań.
Z pism św. Urszuli Ledóchowskiej
Radujcie się w Panu
Podaję wam tu rodzaj apostolstwa, które nie domaga się od was ciężkiej pracy, wielkich umartwień i trudów, ale które szczególnie dziś, w naszych czasach, bardzo jest pożądane, potrzebne i skuteczne, mianowicie apostolstwo uśmiechu.
Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o szczęściu wewnętrznym duszy złączonej z Bogiem, mówi o pokoju czystego sumienia, o beztroskim oddaniu się w ręce Ojca niebieskiego, który karmi ptaki niebieskie, przyodziewa lilie polne i nigdy nie zapomina o tych, co Jemu bez granic ufają. Uśmiech na twej twarzy pozwala zbliżyć się bez obawy do ciebie, by cię o coś poprosić, o coś zapytać - bo twój uśmiech już z góry obiecuje chętne spełnienie prośby. Nieraz uśmiech twój wlać może do duszy zniechęconej jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa. Uśmiech jest nieraz tą gwiazdą, co błyszczy wysoko i wskazuje, że tam na górze bije serce Ojcowskie, które zawsze gotowe jest zlitować się nad nędzą ludzką.
Ciężkie dziś życie, pełne goryczy, i Bóg sam zarezerwował sobie prawo uświęcania ludzi przez krzyż. Nam zostawił zadanie pomagać innym w bolesnej wędrówce po drodze krzyżowej przez rozsiewanie wokoło małych promyków szczęścia i radości. Możemy to czynić często, bardzo często, darząc ludzi uśmiechem miłości i dobroci, tym uśmiechem, który mówi o miłości i dobroci Bożej.
Mieć stały uśmiech na twarzy, zawsze - gdy słońce świeci albo deszcz pada, w zdrowiu lub w chorobie, w powodzeniu albo gdy wszystko idzie na opak - o to niełatwo! Uśmiech ten świadczy, że dusza twa czerpie w Sercu Bożym tę ciągłą pogodę duszy, że umiesz zapomnieć o sobie, pragnąc być dla innych promykiem szczęścia.
Z pism św. Urszuli Ledóchowskiej
Radujcie się w Panu
Podaję wam tu rodzaj apostolstwa, które nie domaga się od was ciężkiej pracy, wielkich umartwień i trudów, ale które szczególnie dziś, w naszych czasach, bardzo jest pożądane, potrzebne i skuteczne, mianowicie apostolstwo uśmiechu.
Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o szczęściu wewnętrznym duszy złączonej z Bogiem, mówi o pokoju czystego sumienia, o beztroskim oddaniu się w ręce Ojca niebieskiego, który karmi ptaki niebieskie, przyodziewa lilie polne i nigdy nie zapomina o tych, co Jemu bez granic ufają. Uśmiech na twej twarzy pozwala zbliżyć się bez obawy do ciebie, by cię o coś poprosić, o coś zapytać - bo twój uśmiech już z góry obiecuje chętne spełnienie prośby. Nieraz uśmiech twój wlać może do duszy zniechęconej jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa. Uśmiech jest nieraz tą gwiazdą, co błyszczy wysoko i wskazuje, że tam na górze bije serce Ojcowskie, które zawsze gotowe jest zlitować się nad nędzą ludzką.
Ciężkie dziś życie, pełne goryczy, i Bóg sam zarezerwował sobie prawo uświęcania ludzi przez krzyż. Nam zostawił zadanie pomagać innym w bolesnej wędrówce po drodze krzyżowej przez rozsiewanie wokoło małych promyków szczęścia i radości. Możemy to czynić często, bardzo często, darząc ludzi uśmiechem miłości i dobroci, tym uśmiechem, który mówi o miłości i dobroci Bożej.
Mieć stały uśmiech na twarzy, zawsze - gdy słońce świeci albo deszcz pada, w zdrowiu lub w chorobie, w powodzeniu albo gdy wszystko idzie na opak - o to niełatwo! Uśmiech ten świadczy, że dusza twa czerpie w Sercu Bożym tę ciągłą pogodę duszy, że umiesz zapomnieć o sobie, pragnąc być dla innych promykiem szczęścia.
poniedzia?ek, 29. maja 2006
Majowo-czerwcowe decyzje...
piotr, 03:30h
"Bóg jest Miłością. Miejcie odwagę żyć dla Miłości".
Wracam myślami do wyboru, jakiego dokonałem w swoim życiu. Może to zabrzmi jak slogan, ale tym, którzy pytają mnie, czy nie żałuję (a w majowo-czerwcowych dniach pomaturalnych takich pytań coraz więcej) odpowiadam niezmiennie: "Nie, nigdy nie żałowałem". Ale co ja tam wiem o Kapłaństwie - młokos jeden...
Popytajcie tych, co mają za sobą 20, 30, 40, 50, 60 lat...
Tych ostatnich niewielu w życiu spotkałem...
W każdym razie, jeśli na modlitwie budzi się jakieś pragnienie tego rodzaju służby, może warto podjąć jakąś decyzję. Nie ma się czego bać - jest potem 6 lat na rozeznawanie. Czasem nawet więcej...
A tu reklama majowo-czerwcowa:
Pan potrzebuje
ust – aby mówić,
dłoni – aby błogosławić,
serc – aby kochać.
Może właśnie Twoich ust, dłoni i serca potrzebuje Chrystus.
Wskazówki mogące świadczyć o dojrzewaniu w Tobie powołania do Kapłaństwa:
ROSNĄCY NIEPOKÓJ W GŁĘBI SERCA DOTYCZĄCY WYBORU DROGI ŻYCIA
Może być znakiem, że Bóg wzywa Cię do większej bliskości.
CORAZ WIĘKSZA TĘSKNOTA, BY ŻYĆ EWANGELIĄ
Chcesz prowadzić życie na wzór Jezusa: bez fałszywych kompromisów, w całkowitym zaufaniu Bogu, w wielkiej wolności i niezależności od potrzeb materialnych.
ROSNĄCA RADOŚĆ ZE SŁUŻBY DLA INNYCH
Konsumpcjonizm, pęd za karierą, egoistyczne nastawienie na sukces są Ci obce. Potrzeba, pomagania i służenia ludziom może być znakiem powołania.
ROSNĄCE PRAGNIENIE, BY DZIELIĆ SIĘ SWOJĄ WIARĄ
Budzi się w Tobie chęć prowadzenia lub założenia grupy.
Swą wiarę chciałbyś przekazywać innym i nie możesz powstrzymać się przed opowiadaniem o swoim doświadczeniu wiary.
ROSNĄCA GOTOWOŚĆ BYCIA WE WSPÓLNOCIE
Jeśli jest w Tobie otwartość na trwanie w ewangelicznej wspólnocie wiary i ponoszenie współodpowiedzialności za braci – może to być znak powołania.
ROSNĄCA OTWARTOŚĆ NA DROGĘ CHRZEŚCIJAŃSKIEGO BEZŻEŃSTWA
Zaproszenie Jezusa do bezżeństwa dla Królestwa Bożego może być skierowane tylko do tych, którzy odkrywają je jako dar Boży.
Szczególnie bliska więź z Chrystusem jest warunkiem dla wytrwania na drodze radykalnej miłości w naśladowaniu Pana.
POROZMAWIAJ ZE SWOIM PROBOSZCZEM, SPOWIEDNIKIEM, Z KAPŁANEM
Proście Pana żniwa,
żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. [Mt 9, 38]
Wracam myślami do wyboru, jakiego dokonałem w swoim życiu. Może to zabrzmi jak slogan, ale tym, którzy pytają mnie, czy nie żałuję (a w majowo-czerwcowych dniach pomaturalnych takich pytań coraz więcej) odpowiadam niezmiennie: "Nie, nigdy nie żałowałem". Ale co ja tam wiem o Kapłaństwie - młokos jeden...
Popytajcie tych, co mają za sobą 20, 30, 40, 50, 60 lat...
Tych ostatnich niewielu w życiu spotkałem...
W każdym razie, jeśli na modlitwie budzi się jakieś pragnienie tego rodzaju służby, może warto podjąć jakąś decyzję. Nie ma się czego bać - jest potem 6 lat na rozeznawanie. Czasem nawet więcej...
A tu reklama majowo-czerwcowa:
Pan potrzebuje
ust – aby mówić,
dłoni – aby błogosławić,
serc – aby kochać.
Może właśnie Twoich ust, dłoni i serca potrzebuje Chrystus.
Wskazówki mogące świadczyć o dojrzewaniu w Tobie powołania do Kapłaństwa:
ROSNĄCY NIEPOKÓJ W GŁĘBI SERCA DOTYCZĄCY WYBORU DROGI ŻYCIA
Może być znakiem, że Bóg wzywa Cię do większej bliskości.
CORAZ WIĘKSZA TĘSKNOTA, BY ŻYĆ EWANGELIĄ
Chcesz prowadzić życie na wzór Jezusa: bez fałszywych kompromisów, w całkowitym zaufaniu Bogu, w wielkiej wolności i niezależności od potrzeb materialnych.
ROSNĄCA RADOŚĆ ZE SŁUŻBY DLA INNYCH
Konsumpcjonizm, pęd za karierą, egoistyczne nastawienie na sukces są Ci obce. Potrzeba, pomagania i służenia ludziom może być znakiem powołania.
ROSNĄCE PRAGNIENIE, BY DZIELIĆ SIĘ SWOJĄ WIARĄ
Budzi się w Tobie chęć prowadzenia lub założenia grupy.
Swą wiarę chciałbyś przekazywać innym i nie możesz powstrzymać się przed opowiadaniem o swoim doświadczeniu wiary.
ROSNĄCA GOTOWOŚĆ BYCIA WE WSPÓLNOCIE
Jeśli jest w Tobie otwartość na trwanie w ewangelicznej wspólnocie wiary i ponoszenie współodpowiedzialności za braci – może to być znak powołania.
ROSNĄCA OTWARTOŚĆ NA DROGĘ CHRZEŚCIJAŃSKIEGO BEZŻEŃSTWA
Zaproszenie Jezusa do bezżeństwa dla Królestwa Bożego może być skierowane tylko do tych, którzy odkrywają je jako dar Boży.
Szczególnie bliska więź z Chrystusem jest warunkiem dla wytrwania na drodze radykalnej miłości w naśladowaniu Pana.
POROZMAWIAJ ZE SWOIM PROBOSZCZEM, SPOWIEDNIKIEM, Z KAPŁANEM
Proście Pana żniwa,
żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. [Mt 9, 38]
... older stories

