niedziela, 28. maja 2006
Father Roger z Północnej Karoliny napisał mi entuzjastyczny mail na temat wizyty Benedykta.
Odpisałem mu nie mniej entuzjastycznie załączając kilka zdjęć.
"Możesz być dumny z tego, że jesteś Polakiem" - pisze Roger.
To mnie sprowokowało do filozoficznego zamyślenia nad sprawami, z których jestem dumny...
Ale wnioski zostawię dla siebie...

Von piotr um 02:15h| 4 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

pi?tek, 26. maja 2006
Benedetto w Polsce
Śledzę za pośrednictwem: www. itvp.pl
Czytam w necie, interesuję się nieco tą wizytą.
Moi koledzy ze szkoły byli dzisiaj zaskoczeni ilością ludzi, których pokazały serwisy TV we Włoszech. "Wy - Polacy jesteście prawdziwi Papa-maniacy".
Podglądam okno na Franciszkańskiej.
Sporo młodzieży.
Mimo wszystko muszę jeszcze usiąść do Greki.
A potem jeszcze "Lost".
Moja wdzięczność dla Kasi i Sławka, którzy podesłali kolejne odcinki nie ma granic.
Podobnie jak rzymski upał...

P.S. Podobał mi się tytuł w jednej z gazet: "Pokazał księżom, gdzie ich miejsce".

Von piotr um 23:33h| 7 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

czwartek, 25. maja 2006
Byłem dzisiaj w lodziarni, gdzie sprzedaja najlepsze lody w Europie. Połowy nazw smaków nie rozumiałem, ale to, co wybrałem było fantastyczne.
Wszystko dzięki temu, że F. i M. z mojego malutkiego, ukrytego w Dolomitach miasteczka F. przyjechały i zwiedzają Rzym. No i Wojtek postawił nam lody.
Strasznie mi się nie chciało iść, bo zmęczony po całym dniu w szkole (głównie w bibliotece) poszedłem na Mszę, potem na kolację i liczyłem na chwilkę wytchnienia, gdy się dowiedziałem, że w planach jest spacer. Z bólem zakończyłem 20-minutowe leżenie i powędrowałem.
Jak się okazało dla tych lodów warto iść piechotą nawet 10 km przez pustynię.
Przypomniałem sobie, że wybrałem: melone bianco, cioccolato bianco i tiramisu. Mniam.
Z drugiej strony, może i w Polsce nie ma takich lodów, ale za to są pierogi. Zjadłbym kabanosa albo jajecznicę, albo placki ziemniaczane...

Von piotr um 01:44h| 9 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

Bla, bla, bla...
W supermarkecie obok mojej szkoły pozdrawiają mnie po angielsku.
Śmieszne to jest, ale pan w kasie podaje cenę po angielsku, a kiedy ja mówię: "Grazie" on odpowiada: "Thank you".
Wychodząc żegnam się: "Arrivederci" a on: "Good bye".
Może dlatego, że byłem tam kilka razy z Tobiasem i Alexiusem i rozmawialiśmy w narzeczu północnoamerykańskim.
W każdym razie dzisiaj nie miałem drobnych 55 centów (na puszkę coli) i pan w kasie powiedział, że mam mu przynieść następnym razem. I powiedział to PO WŁOSKU, a ja odpowiedziałem, że najwcześniej jutro i on się zgodził.
I pożegnaliśmy się tradycyjnym: "Ciao" też w języku włosiackim.
I tylko to byłem w stanie dziś napisać.
I wiem, że nędza, ale nic nie poradzę - wysoka temperatura mnie zabija. Nie, nie chodzi o gorączkę, znaczy tak, o gorączkę, ale nie chorobę, czy coś, tylko upał na zewnątrz (i w budynku).
Zabierzcie mi klawiaturę...

Von piotr um 03:05h| 3 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

sobota, 20. maja 2006
Antonio, fa caldo!
Donfried przysłał wyniki.
88.
Opłacało się przysiąść.

Siadam do Sicrego.
Upał zabija!
Potrzebuję jakiejś chłodnej muzyki...

Von piotr um 20:24h| 4 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

pi?tek, 19. maja 2006
Jak podziękować koleżance z Izraela...
-Toda raba.
Akcenty na ostatnich sylabach.

Wszystkich przygotowujących się do Święceń czy Ślubów - niech Pan błogosławi...

Von piotr um 01:36h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

"W życiu należy żałować tylko grzechów i nieobejrzanych meczy."
Kto wczoraj nie widział deszczowej piosenki w Paryżu - niech żałuje. Szkoda Arsenalu, ale zwycięzca może być tylko jeden.
Zębaty i Spółka zasłużyli na Puchar.
I żeby mniej patetycznie było: idę do biblioteki.

Von piotr um 11:47h| 4 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

?roda, 17. maja 2006
Incitatus mu było?
Podobno z tym koniem Kaliguli to wymysł Swetoniusza, ale ponieważ ten obraz trwale zapisał się w mentalności naszego kręgu kulturowego, więc czemu nie miałbym się nim posłużyć?
Nie, nie będzie o żadnym z tzw. Wicepremierów.
Będzie o Senacie Uczelni.
Od wczoraj, proszę się do mnie zwracać per "Panie Senatorze".
To chyba lepszy numer niż z tym koniem...
Że ja się dałem w to wciągnąć... I to "przed trzydziestką", jak zauważył Artur...
"Habel habalim" (z akcentami na ostatnie sylaby i "b" wymawianym jak "w") rzecze Kohelet.
A wszystko to "pro publico bono", więc proszę bez gratulacji.

Von piotr um 11:18h| 5 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

poniedzia?ek, 15. maja 2006
Jest (jeszcze) spokojnie
Żeby nie było nieporozumień: najbliższy egzamin mam dopiero 01.06.
A wczorajszy wpis był do wydrukowania.

Von piotr um 12:45h| 3 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

Do wydrukowania przed sesją
Modlitwa przed egzaminem.

Boże, bądź dzisiaj ze mną i pomóż mi, abym dał z siebie wszystko.
Daj mi jasność umysłu i uczciwość serca.
Jeśli przekonam się, że są rzeczy, których nie znam, nie pozwól mi się denerwować, ani okłamywać.
Daj mi szansę, abym mógł pokazać to, co umiem.
Niech pamiętam to wszystko, nad czym tak ciężko pracowałem, a jeśli muszę się przyznać, że byłem leniwy, daj mi stanowczość, bym w przyszłości pracował lepiej.
Spraw, aby to wszystko, czego się nauczyłem pozostało we mnie na zawsze i abym umiał wykorzystać to na większą Twoją Chwałę.
Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Von piotr um 03:19h| 3 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

czwartek, 11. maja 2006
Donfried chciał nas zabić
Było OK.
Pytania przywalił mocne. I było ich 116. Potem 3 esseje do napisania, ale Piotruś już jest "po".
Wyniki za kilka tygodni - muszą wysłać testy do USA i poczekać na odpowiedź.
Teraz można odetchnąć i zacząć myśleć o następnych egzaminach.
One love.

Von piotr um 15:47h| 10 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

Poranek
Dałem się trochę złapać (stresowi), ale nie jest źle. Powtarzam ostatni raz esseje, robię kawę, słucham chrześcijańskiej muzyki w TV Emaus.
A wczoraj znalazłem to: http://www.leonardcohenimyourman.com/
Przecież ten film trzeba będzie KONIECZNIE zobaczyć!
Dobra, wracam do Donfrieda...

Von piotr um 11:04h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

czwartek, 11. maja 2006
Artur ogląda film o JP2 (cz. 2), a ja odetchnąłem po ostatnim dniu przygotowań włączywszy sobie koncert Ani Marysi J.
Drzemię, budzę się, słucham, nie słucham - po prostu się ukajam.
Patrzę, jak ten Możdżer jest geniuszem i się dziwię skąd on wie, który klawisz nacisnąć...
Jeszcze raz sobie powtórzę z grubsza w pół godzinki wszystkie 5 essejów, rano zrobię to ponownie, a potem pójdę, napiszę, zdam i zapomnę.
"Cyraneczka" wsącza we mnie odpoczynek mimo napięć, jakie niosą ze sobą muzyczne frazy.
"Niech Twoje sny są cudowne, jak
żywy świat..."
I kolejna solówka Henryka Miśkiewicza...
A potem Marek Napiórkowski opowie gitarą następną historię.
"Otwórz oczy: szczęście to ta
chwila, co trwa"
Jestem cudownie wyluzowany - to znak, że stres złapie mnie o poranku...

Von piotr um 01:13h| 1 Kommentar |Skomentuj ->comment

 

Happy Birthday
Bono skończył dziś 46 lat.
Nie dostałem zaproszenia na imprezę urodzinową (może jeszcze przyjdzie), więc poświętuję w słuchawkach, idąc do szkoły.

Von piotr um 10:31h| 3 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

wtorek, 9. maja 2006
The last 2 days czy raczej The lost 2 days, hehe...
Właściwie poza czwartkowym egzaminem z Donfrieda nic nie istnieje.
Nie przygotowałem nawet na jutrzejszy hebrajski 8 rozdziału Daniela. Będzie Wielka Imrowizacja.
Szukamy z Arturem odcinków 2 sezonu "Lost" - od 16 w górę. Andy miał przywieźć z Malezji (był w domu na Święta), ale coś nie wyszło. Wciągnąłem w "Lost" Alexiusa i Michela (pożyczając im płytki), ale oni są jeszcze w pierwszym sezonie. Trochę im zazdroszczę - cała przyjemność ciągle przed nimi.

Von piotr um 02:42h| 3 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

niedziela, 7. maja 2006
Ja jestem Dobrym Pasterzem.
Dzięki inspiracji Joanny jutro do kazania o Dobrym Pasterzu dorzucę ten przykład z "Sabałowej Bajki" Sienkiewicza:

Przychodzi (…) Śmierć do jednej gaździny wdowy - siedmioro sierot u niej - i biere ją. A tu dzieci, kiej nie zacnom lamentować:
-Nie bier matki, nie bier matki!
Zlutowała się Śmierć nad dziećmi, idzie do Pana Boga i powiada:
-Panie Boze, jakoze mnie matkę brać, kiej dzieci tak prosom, tak lamentujom, aze mi się luto stało.
A Pan Bóg powiada tak:
-Ja w tych rzeczach nie gazda, jeno Pan Jezus gazda. Idźze do pana Jezusa, niech ci ta powie, jako ma być.
Przychodzi śmierć do Pana Jezusa i powieda:
-Panie Jezu, jakoze mnie gaździnę brać? - siedmioro sierot w chałupie - tak prosom, tak lamentujom, aze mi się luto stało.
A Pan Jezus prask Śmierć w pysk:
-Chybaj do morza, przynieś skałkę!
Skocyła Śmierć do morza, na samiusieńkie dno, przyniosła skałkę kwardom, okrągluchnom jako bochenek chleba, a Pan Jezus do niej:
-Gryź!
Gryzie Śmierć, gryzie - zębiska ją bolom; zgryzła wreście calusieńkom skałkę - i patrzy: aż w środku chrobocek maluśki siedzi.
A Pan Jezus prask Śmierć w pysk:
-Widzis, powieda: to ja i o tym maluśkim chrobocku na dnie morza wiem i pamiętam; a ty myślis, że ja o sierotach nie będę pamiętał? - Chybaj, bier matkę!

Von piotr um 02:33h| 9 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

pi?tek, 5. maja 2006
Anniversario del PIB
Jutro Festa z okazji 97 rocznicy powstania mojej kochanej Szkoły.
Może uda mi się troche opowiedzieć, jeśli nie będę wieczorem zbyt zmęczony całą tą uroczystością...
Szkoda, że nie można się pouczyć - przydałby się ten dzień w perspektywie egzaminu 11 maja.
Spadam spać...

Von piotr um 03:33h| 9 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

czwartek, 4. maja 2006
Roma - Inter
Było 1:1.
Muszę pomysleć o okularach - widziałem tylko małe ludziki biegające po zielonym polu. Podobno byli tam Adriano, Figo i inne gwiazdy.
Za to ilu przekleństw włoskich się nauczyłem...

Jutro dzień w bibliotece.

Von piotr um 03:20h| 6 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

?roda, 3. maja 2006
Dawno notki nie było...
Już szron nagłowie, a w sercu ciągle maj.
Zapomniałem o Dniu Flagi, ale jutro założę do szkoły koszulkę z wielkim, czerwonym napisem "POLSKA" i wezmę chorągiewkę.
A wieczorem Roma gra z Interem w finale Pucharu Włoch i po raz pierwszy obejrzę coś takiego na żywo. Stadio Olimpico, 60 tys. kibiców, Forza Roma i co ja robię tu?
Państwo B. z Londynu zwiedzili Rzym. Dzięki za miłe wspólne chwile, prezenty (kabanosiki i śledziki przewyborne) i za Pizza NoLimits (płacisz i jesz dopóki nie odwrócisz specjalnego znaczka na czerwoną stronę, najlepsza była pizza z gruszką i Gorgonzolą).
Mam zgodę biskupa i bilet do where the streets have no names.
Uczę się pilnie.

P. S. Podobno Wranglery są wieczne. Moje podarły się po dwóch latach.

Von piotr um 02:42h| 4 Kommentare |Skomentuj ->comment