poniedzia?ek, 25. wrze?nia 2006
Czas na SIESTĘ
Dzięki Szymonowi odkryłem NAJLEPSZE MIEJSCE W SIECI, czyli "kilkanaście godzin muzyki, która nie ma sobie równych", czyli "uczta dla ucha", czyli "niewiarygodne lecz prawdziwe", czyli "nie musisz zawalać niedzielnych popołudni", czyli "to naprawdę działa", czyli po prostu SIESTA w necie...
I wystarczy tylko kliknąć TUTAJ.
Proponuję zajrzeć do wydania z 10.09. i posłuchac Diany Krall z nowej płyty, która już podobno jest!
Jest też nowa Patricia Barber (też w audycji z 10.09.), a będzie już niedługo 80-letnio-urodzinowy Tony Bennett (próbka 16.07. z K. D. Lang).
I jeszcze miliony innych pięknych dźwięków.
Mniam.

P.S. A mięso z osła jest bardzo smaczne i delikatne. W takim ciekawym sosiku własnym trochę przypominało mi królika. Oczywiście czerwone wino jest NIEZBĘDNE, żeby strawić osiołka i tonę gotowanej kapusty, frytek, polenty. Na pierwsze były gnocchi z zapiekanym serem. Znowu mniam.

P.S.2. Oczekuję pełnych zachwytu komentarzy dotyczących linka do SIESTY.

Von piotr um 17:15h| 11 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

niedziela, 24. wrze?nia 2006
Mamy dzisiaj "Festa dell' Uva", które nie dorównuje rozmachem Winobraniu w Zielonej Górze, ale jest wydarzeniem bardziej autentycznym. Przygotowując się do święta wybrałem się kilka dni temu na przechadzkę po okolicznych winnicach. M. i F. moje przewodniczki oprowadzały mnie po najpiekniejszych miejscach naszego małego świata. Tu skubniemy winogronko białe, tam czerwone, a jeszcze gdzie indziej figę - wszystko prosto z krzaka, wszystko fantstycznie świeże i słodkie.
F., która boi się wszystkiego, co "porusza się nieużywając kończyn", czyli w dialekcie "le biss" miała serce w gardle przemierzając mniej zadbane winnice, gdzie trawa "w pas" mogła być schronieniem dla wszelkich wężowatych. Na szczęście tylko jeden "carbonath" (taki czarny wąż) dał się zobaczyć. Żadnej "andy" (taki biały wąż), ani "vipery" (nie mylić z teściową).
A dzisiaj już "Święto Winnej Rośli", czyli folklorystyczne ubrania na Mszy o 9.00, błogosławieństwo pól, winnic i modlitwa dziękczynna za plony, a potem impra na głównym placu miasteczka: korowód traktorów z przystrojonymi przyczepami (i ludźmi w strojach ludowych na przyczepach), wystawa fotograficzna pt. "Jak to onegdaj bywało" (tłumaczenie własne tytułu), no i kramiki z produktami lokalnymi. Popróbowałem białego i czerwonego "San Micel", czyli tutejszego sikacza, pooglądałem fasolki, miody, marmolady, pikle, ciasta i inne "specyjały", popatrzyłem na program artystyczny udając, że bawią mnie dowcipy (których nie rozumiałem, bo nie były po włosku) i czas wracać. Jeszcze wieczorem proboszcz mnie zabiera na "kolację w stylu ludowym", czyli w namiocie ustawionym na drugim co do wielkości placu w miasteczku (wszystkich placów jest 3, może 4). Ma być grilowany osioł, polenta i pewnie tutejszy kwasior (biały, czy czerwony).
"Dziadek" ogląda mecz Interu i te "merdy" prowadzą już 2:0. Chievo nie pomaga nawet Kosowski...
A Arka stłukła Zagłebie 3:0! Co za porażka...

Von piotr um 19:42h| 4 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

niedziela, 24. wrze?nia 2006
Z całym szacunkiem dla telewidzów: włosiacki "Taniec z gwiazdami" jest tak samo nudny jak polski.
Miss i Vicemiss Italia są obie z regionu, w którym obecnie jestem. Szkoda, że jakoś nie widać na ulicach, żeby było tu szczególne zagłębie pięknych dziewczyn.
A jutro zaśpiewam: "To ostatnia niedziela"...

Von piotr um 00:39h| 1 Kommentar |Skomentuj ->comment

 

pi?tek, 22. wrze?nia 2006
To były piekne dni...
Kończy się moje proboszczowanie.
"Dziadek" wraca jutro z Loreto, więc zwrócę mu parafię...

Von piotr um 02:30h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

?roda, 20. wrze?nia 2006
W ogródku za garażem zadomowiły się jaszczurki. Jest ich mnóstwo. Mają idealne warunki, bo system nawadniania, to seria malutkich fontanienek, do tego szczeliny, zakamarki i słońce nagrzewające mur, na którym siedzą, czy raczej leżą (a może stoją, kto je tam wie). Zazwyczaj kiedy się zbliżam słyszę tylko "szu, szu", jak śmigają, chowając się do swoich kryjówek. Dzisiaj podszedłem nieco ostrożniej niż zwykle, po cichu, powoli i zobaczyłem dobrą trzydziestkę "opalającą się" na kamiennym murze. Niektóre nawet dość duże. Wyobraziłem je sobie jako frytki. Takie troche większe od normalnych, smażone na gorącym oleju. W pewnych krajach chyba się zjada te zwierzaki?
Muszę przyznać, że nie boję się jaszczurek, tak jak się boję węży, ale do ręki bym ich nie wziął. W sumie to są przecież węże z kończynami...

Byłem na "proszonej" kolacji. Na pierwsze cudowne risotto z grzybami. Natomiast "Cotoletta Milanese" okazała się być zwykłym schabowym. Białe "di casa" - całkiem, całkiem. I nawet rozumiałem niektóre wypowiedzi Antonia, chociaż gadał, jak zawsze swoim dziwnym włoskim "nie-do-skumania".
Tak więc wieczór był udany. A jutro - grzybobranie.

Von piotr um 00:01h| 5 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

Wtorkowe przedpołudnie
Na łączach Artur i Jerik z Rzymu...

Wyszło słoneczko.
Jest szansa na jutrzejsze zbieranie grzybów...

Von piotr um 14:35h| 1 Kommentar |Skomentuj ->comment

 

poniedzia?ek, 18. wrze?nia 2006
Coś do poniedziałkowych przemyśleń:
Odwołując się do dialogu cesarza bizantyjskiego Manuela II i perskiego uczonego Ibn Hazna sprzed 600 lat, Ojciec Święty wskazał w swoim wykładzie na różnice w pojmowaniu Boga w chrześcijaństwie i islamie. Cesarz i Pers dyskutowali m.in. na temat pojęcia dżihadu - świętej wojny.

Papież przypomniał, że jedna z pierwszych sur Koranu mówi, że "nie ma przymusu w religii", choć później są i takie, które mówią o siłowym nawracaniu niewiernych. "Jeśli ktoś chce prowadzić do wiary - cytował Benedykt XVI rozumowanie Manuela II - potrzebuje zdolności dobrej rady i prawidłowego myślenia, a nie przemocy i groźby".

Papież zaznaczył, że decydujące w argumentacji przeciwko nawracaniu siłą jest to, że "działanie niezgodne z rozumem jest sprzeczne z istotą Boga". Było to oczywiste dla cesarza wyrosłego w kulturze greckiej, natomiast nie dla muzułmanina, dla którego "Bóg jest absolutnie transcendentny" i Jego wola nie jest związana z żadną z ludzkich kategorii: "Bóg nie jest ograniczony nawet przez swoje słowo i nic nie zmusi Go do objawienia nam prawdy".

"Tu rozchodzą się drogi w rozumieniu Boga między chrześcijanami i muzułmanami" - stwierdził Papież. Zgodnie z Biblią, Bóg działa poprzez Logos - "rozum i słowo zarazem". Dlatego "spotkanie biblijnego orędzia z grecką filozofią nie było przypadkiem". "Wiara Kościoła zawsze trzymała się tego, że między Bogiem a nami, między Jego duchem stwórczym i naszym stworzonym umysłem istnieje prawdziwa analogia". Choć niepodobieństwa są w niej większe niż podobieństwa, to jednak jest ona prawdziwa. "Prawdziwie boskim Bogiem jest Bóg, który ukazał się nam z miłością jako Słowo - logos, (...) dlatego chrześcijańska służba Bogu jest nabożeństwem sprawowanym w zgodzie z odwiecznym Słowem i z naszym rozumem" - przekonywał Benedykt XVI.
(Źródło: KAI)

Pełny tekst przemówienia:
Po angielsku
Po włosku
Po niemiecku

Von piotr um 14:34h| 3 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

poniedzia?ek, 18. wrze?nia 2006
Niedzielna pogawędka z Mario
Ja: Pada, nie?
Mario: No, pada.
Ja: Gdzie idziesz Mario?
Mario: Do baru.
Ja: A do kościoła?
Mario: Do kościoła w niedzielę.
Ja: Przecież dzisiaj jest niedziela.
Mario: Aaa, to nie idę.
Ja: A do baru idziesz?
Mario: Do baru tak.
Ja: Aha.
Mario: No.

Von piotr um 02:17h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

sobota, 16. wrze?nia 2006
"Sto per morir', Caro!"
Pierina jest ciekawą postacią. Wszyscy ją znają w miasteczku. Pensjonariuszka Domu Spokojnej Starości każdego dnia zapowiada, że czuje się tak źle, iż prawdopodobnie będzie umierać. Pytana o samopoczucie, czy nie pytana, proklamuje swoją rychłą śmierć.
Co ciekawe, gdy ktoś się z nią nie zgadza i twierdzi, że wszystko będzie dobrze, Pierina zapewnia, że jest z nią już bardzo, bardzo źle i "na pewno" już umiera. Kiedy ktoś lekko żartobliwie zaczyna przyznawać jej rację w temacie niechybnej śmierci, interlokutorka (ależ jestem dumny ze swojego słownictwa) pośpiesznie się oddala.
I tak trwa to od 20 lat: Pierina "sta per morire".
A wczoraj zagadnęła mnie, czy nie wyprawiłbym jej pogrzebu w poniedziałek. Odpowiedziałem, że jest mały problem, bo żeby mieć pogrzeb w poniedziałek musiałaby umrzeć w sobotę. Niedziela nie wchodzi w grę, bo trzeba pozałatwiać wszystkie formalności. Pierina pokiwała głową ze zrozumieniem i zgodziła się na sobotę.
Dzisiaj, jak zawsze Msza o 9.00. Potem siedzimy na kawie w barze na przeciwko kościoła. Wchodzi Pierina. Uprzejmie przypominam jej, że jest sobota, że w sprawie tego pogrzebu poniedziałkowego, to trzeba by się powoli szykować.
"O mój drogi, zobaczymy, zobaczymy. Chyba się trochę lepiej dzisiaj czuję" - odpowiedziała i tyleśmy ją widzieli...

Von piotr um 19:27h| 1 Kommentar |Skomentuj ->comment

 

sobota, 16. wrze?nia 2006
Padało dziś przez cały dzień, tak że nikomu się nie chciało nic robić. Na szczęście przez pół dnia nie musiałem się zmuszać do nauki, bo robiłem biuletyn parafialny na niedzielę.

Wracając do wczorajszego spaceru w górach...
Mniej więcej rok temu zobaczyłem to miejsce i się zakochałem w domku odległym od ludzkich siedzib z widokiem na zalesioną dolinę. Żartowałem sobie, że może ktoś kupiłby to miejsce, a ja w wolnych chwilach pomógłbym wyremontować. Zrobimy małą kapliczkę w jednym z pokoików i będziemy przyjeżdżać...
Żarty żartami, a tu w tym roku odwiedzam owe magiczne miejsce i widzę przybitą informację, że domek jest na sprzedaż - razem z 6000 m. kw. ziemi.
Nie znam ceny, ale gdyby ktoś był zainteresowany, to się dowiem...

Von piotr um 02:18h| 4 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

pi?tek, 15. wrze?nia 2006
W górach znów dziś byłem, ale nie w wysokich, tylko w domku pewnych znajomych. Cudowne widoki, czyste powietrze, cisza, boskie jedzenie, spacerek o którym jutro więcej i powtórka z aramejskiego.

Pada...
I po co podlewałem kwiaty rano?

Von piotr um 01:46h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

czwartek, 14. wrze?nia 2006
-Dzień! -Słoneczne ćmy, -aaa, -aaa...
Miało nie byc dzisiaj nowej notki, bo niby nic się nie wydarzyło, ale przecież każdy dzień jest niepowtarzalny, trzeba tylko umieć to zobaczyć.
Mi na przykład dzisiaj uczyło się fantastycznie...

P.S. Czy ta piosenka jest o moim wkuwaniu aramejskiego?
"Szuka pamięć poplątanych ścieżek"...

Von piotr um 00:12h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

wtorek, 12. wrze?nia 2006
"Róbcie dzieci!"
Gmina otworzyła nową linię autobusową. Po raz pierwszy w historii dwie malutkie wioseczki mają połączenie publicznymi środkami transportu z "resztą świata".
Zaproszono Proboszcza, żeby poprowadził modlitwę, pobłogosławił przystanek i uświetnił uroczystość swoją obecnością.
Z braku Proboszcza musiałem im wytarczyć ja.
Burmistrz podjechał swoim Jeepem i ruszyliśmy razem "uświetniać".
Była wstęga (w kolorach Italii), Burmistrz miał szarfę (w tychże barwach), podjechał autobus (z dwoma pasażerami), pomodliliśmy się, autobus odjechał i zaczęły się przemówienia.
Burmistrz, pan z regione, provincia, czy jak się tam ichne województwo nazywa, dyrektor lini autobusowej, no i mnie poprosili o kilka słów. Udałem zaskoczonego, ale tak naprawdę byłem przygotowany. Powiedziałem krótko, wplatając jakieś słówko w dialekcie (co wywoływało zamierzony efekt rozlużnienia atmosfery), ale myślę, że przekazałem "ważne przesłanie", które można streścić w dwóch słowach: "Róbcie dzieci!". A to dlatego, że wcześniej ktoś mi powiedział, że "aktualnie linia nie będzie używana przez dzieci szkolne z braku dzieci szkolnych".
Z tym problemem boryka się nie tylko Italia, a w parafii, gdzie jestem na 40-60 pogrzebów rocznie przypada 20-25 chrztów.
Panie Jezu, skąd mają się brać chrześcijanie, jak rodziny chrześcijańskie nie chcą mieć dzieci?
Potem był mały poczęstunek "pod parasolem", wszyscy byli po obiedzie, więc przekąski i mini-kanapeczki nie cieszyły się dużym powodzeniem (w przeciwieństwie do zimnego lokalnego wina, bo słońce grzało niemiłosiernie).
Franca pstrykała zdjęcia, które pewnie wyglądać będą jak z włosiackiego filmu z lat 50: burmistrz w szarfie, pleban (szkoda, że nie miałem sutanny) i mini przystanek z garstką mieszkańców w tle.
A w dzisiejszej gazecie był mini-artykulik, ale o "robieniu dzieci" nie napisali...

Von piotr um 13:53h| 10 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

poniedzia?ek, 11. wrze?nia 2006
Była "Sagra", ale nie było prądu. Proboszcz otworzył na oścież drzwi frontowe i postawił w nich samochód. Włączone światła raziły po oczach, ale tylko jego - stojącego za ołtarzem.
Procesji już nie było, bo w całym miasteczku głucha ciemność (czy raczej ślepa cisza).
Potem poszliśmy do Domu Starców, gdzie awaryjne zasilanie wystarczyło na 2 godziny i zaczęliśmy rozstawiać świeczki w newralgicznych punktach (na schodach, korytarzach, w toaletach, etc.). Kiedy byliśmy na najwyższym piętrze i prawie skończyliśmy przyszedł prąd i powiedział, że już jest naprawiony. No to zebraliśmy świeczki i zrobiła się północ.
Mam jeszcze parę obserwacji z wczorajszej festy na głównym placu Miasteczka (np. malownicze wyścigi osiołków zwanych w dialekcie "Musat") i z wczorajszej festy na głównym torze wyścigowym Italii (wyścigi bolidów zwanych bolidami i miłe dla ucha komplementy dla "młodego polaka z Krakowa", którego z uporem wszyscy nazywają Kùbica - akcent na pierwszą sylabę).
Proboszcz wyjechał na wakacje, więc od dzisiaj wstaję rano i niosę Komunię mieszkańcom Domu Starców, potem podlewam kwiaty w ogrodzie (przez godzinę!) i o 9.00 świętuję Eucharystię.
Mam zaproszenie na grzyby, których teraz w górach jest podobno mnóstwo i na przechadzkę połączoną z degustacją owoców okolicznych winnic (bo już dojrzały).
A wczoraj ktoś podarował nam półmisek pełen słodziutkich fig, które są hitem tego lata!
To tyle na dzisiaj...

Von piotr um 14:11h| 3 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

czwartek, 7. wrze?nia 2006
Jutro "imieniny parafii", więc dzisiaj przygotowania "weszły w finalną fazę", jakby powiedział pewien mój były przełożony z Seminarium (ależ to dawno było).
Cały dzień z jakimiś kwiatkami i wstążkami latam. Jeżeli każda praca uczy cierpliwości, to rozplątywanie kolorowych wstążek powinno być obowiązkowe dla wszystkich znerwicowanych nerwusów.
Podobno Pan Bóg uwielbia piesze wędrówki po górach. Wczoraj S. wyciągnął mnie na 2300 i ku mojemu zdziwieniu była to udana wycieczka. A tam w górze Pana Boga jest tak dużo, że nie sposób Go przeoczyć...
W sierpniu niebo nad Dolomitami było jedną wielką chmurą. Ja przyjechałem we wrześniu i mam farta, bo lato znów się rozkręciło na dobre.
Dostałem wiadomość, że mama mojego proboszcza z New Yorku jest w krytycznym stanie po infekcji krwi. Modlę się.

Von piotr um 21:45h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment