... newer stories
?roda, 4. kwietnia 2007
Depesza (Mode?)
piotr, 17:31h
Dolomity STOP slabo z internetem STOP zimno STOP 30 cm sniegu STOP sprobuje troche pozniej STOP Wesolych Swiat (gdyby sie nie udalo) BEZ ODBIORU
czwartek, 29. marca 2007
Spóźnione, ale szczere...
piotr, 01:14h
...gratulacje dla Króla Adama.
Za każde zwycięstwo.
Za Puchar Świata.
I za cały sezon emocji.
Takich, jak te.
P.S> Na "Defending God" trzeba jeszcze poczekać.
Za każde zwycięstwo.
Za Puchar Świata.
I za cały sezon emocji.
Takich, jak te.
P.S> Na "Defending God" trzeba jeszcze poczekać.
pi?tek, 23. marca 2007
piotr, 23:18h
Kto zmierzy się skutecznie z problemem zła w świecie?
Zło ludzkie +niewinne ofiary+dlaczego Pan Bóg (pan bóg) na to pozwala+gdzie tu sprawiedliwość+to po co "być dobrym"+podobno Bóg (bogowie?) jest miłością+tsunami+mordercy się śmieją+no mercy...
Crenshaw (mój "pan od Koheleta") napisał sobie taką książkę pod tytułem "Broniąc Boga, czyli problem teodycei w Biblii".
Już we wstępie zaznacza, że gdy miał 4 lata zmarł jego ojciec, a mama do końca życia ufała tekstom typu: Rzym 8, 18 ("Sądzę bowiem, że cierpieñ teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, który ma się w nas objawić").
Potem, przez całe dość aktywne życie zawodowe badacza Biblii (radzę wygooglować to nazwisko) problem istnienia zła jakoś przbijał się w różnych sytuacjach. Wreszcie powstała rzeczona książka.
Ale streszczenie głównych jej myśli w następnym odcinku.
Tymczasem, polecam krótką refleksję nad problemem zła, niesprawiedliwości, nieszczęść i takich tam w świecie...
P.S. Dla zatarcia przykrego wrażenia powagi i nadmiernej ostrości wypowiedzi kilka pięknych i kilka śmiesznych goli.
Zło ludzkie +niewinne ofiary+dlaczego Pan Bóg (pan bóg) na to pozwala+gdzie tu sprawiedliwość+to po co "być dobrym"+podobno Bóg (bogowie?) jest miłością+tsunami+mordercy się śmieją+no mercy...
Crenshaw (mój "pan od Koheleta") napisał sobie taką książkę pod tytułem "Broniąc Boga, czyli problem teodycei w Biblii".
Już we wstępie zaznacza, że gdy miał 4 lata zmarł jego ojciec, a mama do końca życia ufała tekstom typu: Rzym 8, 18 ("Sądzę bowiem, że cierpieñ teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, który ma się w nas objawić").
Potem, przez całe dość aktywne życie zawodowe badacza Biblii (radzę wygooglować to nazwisko) problem istnienia zła jakoś przbijał się w różnych sytuacjach. Wreszcie powstała rzeczona książka.
Ale streszczenie głównych jej myśli w następnym odcinku.
Tymczasem, polecam krótką refleksję nad problemem zła, niesprawiedliwości, nieszczęść i takich tam w świecie...
P.S. Dla zatarcia przykrego wrażenia powagi i nadmiernej ostrości wypowiedzi kilka pięknych i kilka śmiesznych goli.
wtorek, 20. marca 2007
piotr, 22:40h
Najpierw łupnęło kilka razy, a później spadły z nieba białe kulki. No tak, jeszcze wcześniej termometr pokazywał zaledwie 10 stopni. Kulki zasypały ulice, samochody i ludzi, chociaż ci ostatni przestali na moment chodzić, zatrzymywali się w drzwiach sklepów, bramach, barach i żywo komentowali rzadkie w Rzymie zjawisko atmosferyczne. Tymczasem samo zjawisko topniejąc pokryło wszystko wokół. Niesamowity widok. W połączeniu z ciemnym, granatowym niebem białe ulice miały w sobie coś z Bożego Narodzenia.
Wydarzenie owo miało miejsce podczas mojego powrotu ze szkoły, jakieś 1,5 godziny temu. Jak dotąd - ciągle pada, więc po białym dywaniku z roztopionego gradu ani śladu (rym!). Skąd się wzięło tyle wody w niebie?
P.S. Nadesłany ostatnio przez M. link do fragmentu programu "Duet Impossible": świętej pamięci Ewka z jakże żywą Kaśką. Trzeba poczekać, bo na koniec one śpiewają razem (i to jak).
Wydarzenie owo miało miejsce podczas mojego powrotu ze szkoły, jakieś 1,5 godziny temu. Jak dotąd - ciągle pada, więc po białym dywaniku z roztopionego gradu ani śladu (rym!). Skąd się wzięło tyle wody w niebie?
P.S. Nadesłany ostatnio przez M. link do fragmentu programu "Duet Impossible": świętej pamięci Ewka z jakże żywą Kaśką. Trzeba poczekać, bo na koniec one śpiewają razem (i to jak).
czwartek, 15. marca 2007
piotr, 22:54h
Mój znajomy, mierząc się z rzeczywistością cudu, który się nie wydarzył, powiedział coś w rodzaju: "Za słabo się modliliście".
Mógłbym to powtórzyć w kontekście dzisiejszego meczu. Nic nam nie szło i skończyło się sromotną porażką. Ale nie była to wina ani słońca, ani bramkarza, ani braku Witka na obronie, ani nawet taktyki. Po prostu nie byliśmy w stanie nawiązać walki. Jak powiedziałby pan Szpakowski: Szkoda! Szkoda straconej szansy!
To mnie jednak sprowokowało do wynurzeń na tematy duchowe. Poganie modląc się o coś, chcieli wpłynąć na bóstwo, sprawiając, żeby "zmieniło ono zdanie" i pomogło, oddaliło nieszczęście, dało farta, etc.
Modlitwa chrześcijańska też może być prośbą ("Proście, a będzie wam dane"), ale czy jest próbą "przekonania Pana Boga", żeby "zmienił decyzję"?
W Biblii często prorok woła do Jahwe i On wysłuchuje i ratuje, albo lud się nawraca i Pan nie karze, albo cofa trwającą właśnie karę.
Popatrzmy sobie na wzór modlitwy pozostawiony nam przez Jezusa.
Jest milion książek na temat "Ojcze nasz", z których pewnie pół miliona opisuje aspekty, o jakich mi się nie śniło.
Ale to nie jest powód, żeby krótko nie poteologować.
Zaczynamy od właściwej perspektywy - On Ojciec/ja syn, On w niebie/ja na ziemi. Ustawiamy siebie i Jego w relacji Miłości. Ustawiamy się też we wspólnocie wszystkich, któzy mają tego samego Ojca. Jesteśmy braćmi, więc wszystko w liczbie mnogiej.
Ojcze nasz, który jesteś w niebie!
Potem czas na inwokację uwielbiającą.
Twoje Imię jest Święte i niech takie będzie dla nas wszystkich!
Teraz opowiedzmy o tęsknocie do Niego i Jego Obecności.
Niech przyjdzie Twoje Królestwo!
I zapewniamy o naszej całkowitej zgodzie na wszystko, co się wydarza i o naszej chęci szukania "tego, co Mu (nie nam) się podoba".
Twoja Wola niech się wypełnia!
No dobrze, czas na prośbę. Ale uwaga: o zwykłe, drobne, codzienne, przyziemne sprawy.
Daj nam chleba naszego powszedniego, dzisiaj!
Druga prośba - o przebaczenie.
I wybacz nam nasze grzechy, błędy, przewinienia!
Zapewnienie, że i my postaramy się kochać nawet wrogów i im wybaczać.
Jako i my odpuszczamy tym, którzy wobec nas zawinią.
Trzecia prośba, o pomoc w trudnych zmaganiach z grzechami codziennymi.
Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie!
Wreszcie finałowe wołanie o udział w Zbawieniu, które już się dokonało w Jezusie.
Zbaw nas, daj nam Zbawienie! Pozwól nam trwać w nadziei!
Amen.
Jak ktoś załapał to może ten wzór zastosować. Ale zastrzegam: Jestem wykończony dzisiejszym meczem, więc mogłem popełnić jakąś straszną pisaninę pseudoteologiczną.
P.S. A to już Bramka Adasia w Clericus Cup. W pierwszym meczu Kolegium Północnoamerykańskie wygrywa po karnych z Urbanianum, w drugim Lateran pokonuje Sedes Sapientiae. Chodzi nam o gola na 2:1 dla Lateranu (ok. 4 min. 13 sek.). Komentator bardzo śmiesznie przeczyta nazwisko Adasia, ale co tam...
Mógłbym to powtórzyć w kontekście dzisiejszego meczu. Nic nam nie szło i skończyło się sromotną porażką. Ale nie była to wina ani słońca, ani bramkarza, ani braku Witka na obronie, ani nawet taktyki. Po prostu nie byliśmy w stanie nawiązać walki. Jak powiedziałby pan Szpakowski: Szkoda! Szkoda straconej szansy!
To mnie jednak sprowokowało do wynurzeń na tematy duchowe. Poganie modląc się o coś, chcieli wpłynąć na bóstwo, sprawiając, żeby "zmieniło ono zdanie" i pomogło, oddaliło nieszczęście, dało farta, etc.
Modlitwa chrześcijańska też może być prośbą ("Proście, a będzie wam dane"), ale czy jest próbą "przekonania Pana Boga", żeby "zmienił decyzję"?
W Biblii często prorok woła do Jahwe i On wysłuchuje i ratuje, albo lud się nawraca i Pan nie karze, albo cofa trwającą właśnie karę.
Popatrzmy sobie na wzór modlitwy pozostawiony nam przez Jezusa.
Jest milion książek na temat "Ojcze nasz", z których pewnie pół miliona opisuje aspekty, o jakich mi się nie śniło.
Ale to nie jest powód, żeby krótko nie poteologować.
Zaczynamy od właściwej perspektywy - On Ojciec/ja syn, On w niebie/ja na ziemi. Ustawiamy siebie i Jego w relacji Miłości. Ustawiamy się też we wspólnocie wszystkich, któzy mają tego samego Ojca. Jesteśmy braćmi, więc wszystko w liczbie mnogiej.
Ojcze nasz, który jesteś w niebie!
Potem czas na inwokację uwielbiającą.
Twoje Imię jest Święte i niech takie będzie dla nas wszystkich!
Teraz opowiedzmy o tęsknocie do Niego i Jego Obecności.
Niech przyjdzie Twoje Królestwo!
I zapewniamy o naszej całkowitej zgodzie na wszystko, co się wydarza i o naszej chęci szukania "tego, co Mu (nie nam) się podoba".
Twoja Wola niech się wypełnia!
No dobrze, czas na prośbę. Ale uwaga: o zwykłe, drobne, codzienne, przyziemne sprawy.
Daj nam chleba naszego powszedniego, dzisiaj!
Druga prośba - o przebaczenie.
I wybacz nam nasze grzechy, błędy, przewinienia!
Zapewnienie, że i my postaramy się kochać nawet wrogów i im wybaczać.
Jako i my odpuszczamy tym, którzy wobec nas zawinią.
Trzecia prośba, o pomoc w trudnych zmaganiach z grzechami codziennymi.
Nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie!
Wreszcie finałowe wołanie o udział w Zbawieniu, które już się dokonało w Jezusie.
Zbaw nas, daj nam Zbawienie! Pozwól nam trwać w nadziei!
Amen.
Jak ktoś załapał to może ten wzór zastosować. Ale zastrzegam: Jestem wykończony dzisiejszym meczem, więc mogłem popełnić jakąś straszną pisaninę pseudoteologiczną.
P.S. A to już Bramka Adasia w Clericus Cup. W pierwszym meczu Kolegium Północnoamerykańskie wygrywa po karnych z Urbanianum, w drugim Lateran pokonuje Sedes Sapientiae. Chodzi nam o gola na 2:1 dla Lateranu (ok. 4 min. 13 sek.). Komentator bardzo śmiesznie przeczyta nazwisko Adasia, ale co tam...
czwartek, 15. marca 2007
Załoga G
piotr, 00:45h
Próbuję zorganizować wycieczkę do Polski dla moich kilku kolegów. Niestety, zdobycie wiz nie jest takie proste. Możemy nie zdążyć do czerwca. W planach m.in. Kraków (szukamy tanich noclegów), Częstochowa, Wadowice, Oświęcim, Wieliczka (albo Bochnia) i oczywiście Ziemia Lubuska...
Jutro gramy mecz z Seminario Giovanni Paolo II - trzymajcie kciuki za bramkarza (naszego, oczywiście).
Jakoś powoli dzisiaj net chodzi...
P.S. Coś dla starszaków (rocznik 76 i okolice).
Jutro gramy mecz z Seminario Giovanni Paolo II - trzymajcie kciuki za bramkarza (naszego, oczywiście).
Jakoś powoli dzisiaj net chodzi...
P.S. Coś dla starszaków (rocznik 76 i okolice).
wtorek, 13. marca 2007
piotr, 23:20h
Wiosenne słońce do tego stopnia bezczelnie zaczepia biegających po rzymskich uliczkach, że postanowiliśmy zjeść nasz dzisiejszy lunch nie na schodkach Gregorianum, jak zazwyczaj, ale przy fontannie pod Panteonem. Było upalnie, miło i rozleniwiająco.
Wszelkie pytania egzystencjalne ("Skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy?") ustąpiły wobec kwesti: Czy Adam dogoni Andreasa?
P.S: A link dzisiaj do słynnej sceny z "Rzymskich Wakacji" (ona jest księżniczką, ale on o tym nie wie) - Audray Hepburn, Gregory Peck i Usta Prawdy.
Wszelkie pytania egzystencjalne ("Skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy?") ustąpiły wobec kwesti: Czy Adam dogoni Andreasa?
P.S: A link dzisiaj do słynnej sceny z "Rzymskich Wakacji" (ona jest księżniczką, ale on o tym nie wie) - Audray Hepburn, Gregory Peck i Usta Prawdy.
pi?tek, 9. marca 2007
piotr, 01:49h
Stało się: Zostałem Youtube addicted!
Hymn Zimowej Olimpiady w Calgary, lądowanie na księżycu, Somebody to Love (George Michael) i Knocking on Heavens Door (G`N`R) z koncertu na Wembley, Kattarina Witt w rytmie Carmen, Red Hot Chlli Peppers (Heyoo, Listen what I say ooo), Cola Light +Mentos, Marylin Monroe dla JFK (Happy Birthday, Mr President), same "szóstki" za Bolero Ravela w Sarajewie, Boney M i "No Women No Cry", Fenomen "Cudownych Lat", milion przewracających się kostek domina, Nosowska z Przemyk ("Kochana"), skok Małysza w Sapporo, "We`ll Walk Hand in Hand" z olimpiady w Seoulu, najpiękniejsze bramki Maradony, Lech K. w rytmie Rammstein, trailer "La Tigra e la Neve" Begniniego, Laura Pausini po hiszpańsku (Io canto), Bono i The Corrs ("When the Stars Go Blue"), "Quando i bambini fanno Oh" (Povia z San Remo), Cicha Noc Sinead, "To Everything There Is a Season" (The Byrds z Qohelethem), Cowboys And Angels (znowu George M.), Free Hugs we Florencji, Diana Krall na żywo w Montrealu, gol Kuszczaka, "Arabela" odc. 1, The Rasiak Song, Załoga G - piosenka tytułowa, rekord świata (kolejny) S. Bubki, "One" U2 z M. J. Blidge, "Tower of Song" U2 z L. Cohenem, "Waltzing Matilda", Whitney śpiewająca hymn, Robin The Hooded Man - Clannad i milion innych rzeczy...
Hymn Zimowej Olimpiady w Calgary, lądowanie na księżycu, Somebody to Love (George Michael) i Knocking on Heavens Door (G`N`R) z koncertu na Wembley, Kattarina Witt w rytmie Carmen, Red Hot Chlli Peppers (Heyoo, Listen what I say ooo), Cola Light +Mentos, Marylin Monroe dla JFK (Happy Birthday, Mr President), same "szóstki" za Bolero Ravela w Sarajewie, Boney M i "No Women No Cry", Fenomen "Cudownych Lat", milion przewracających się kostek domina, Nosowska z Przemyk ("Kochana"), skok Małysza w Sapporo, "We`ll Walk Hand in Hand" z olimpiady w Seoulu, najpiękniejsze bramki Maradony, Lech K. w rytmie Rammstein, trailer "La Tigra e la Neve" Begniniego, Laura Pausini po hiszpańsku (Io canto), Bono i The Corrs ("When the Stars Go Blue"), "Quando i bambini fanno Oh" (Povia z San Remo), Cicha Noc Sinead, "To Everything There Is a Season" (The Byrds z Qohelethem), Cowboys And Angels (znowu George M.), Free Hugs we Florencji, Diana Krall na żywo w Montrealu, gol Kuszczaka, "Arabela" odc. 1, The Rasiak Song, Załoga G - piosenka tytułowa, rekord świata (kolejny) S. Bubki, "One" U2 z M. J. Blidge, "Tower of Song" U2 z L. Cohenem, "Waltzing Matilda", Whitney śpiewająca hymn, Robin The Hooded Man - Clannad i milion innych rzeczy...
czwartek, 8. marca 2007
piotr, 01:23h
Boruc i ja wpuściliśmy dzisiaj po 1 bramce.
Różnica jest taka, że Celtic wypadł z gry, a my (po dzisiejszym 6:1) ciągle z szansami na półfinał.
Różnica jest taka, że Celtic wypadł z gry, a my (po dzisiejszym 6:1) ciągle z szansami na półfinał.
?roda, 7. marca 2007
Ołowiane Nadgarstki
piotr, 01:48h
Pewne znajome siostry zakonne (made in USA) robią malowanie kaplicy w swoim domu zakonnym i poprosiły nas o pomoc w wyniesieniu mebli.
Rąk od łokci w dół już chyba nie posiadam. Niby nic: 7 schodków, krótki korytarzyk, ale ławki były raczej dębowe.
Najcięższy za to okazał się ołtarz.
Na szczęście, przenosząc go użyliśmy dywanu, który miękko sunął po parkietach.
Zlani potem, niemiłosiernie zmęczeni, ale szczęśliwi siedzieliśmy sobie po załej akcji pijąc "something cold".
Nigdy w życiu nie smakowała mi Cola Light.
Nigdy - oprócz tego momentu...
Rąk od łokci w dół już chyba nie posiadam. Niby nic: 7 schodków, krótki korytarzyk, ale ławki były raczej dębowe.
Najcięższy za to okazał się ołtarz.
Na szczęście, przenosząc go użyliśmy dywanu, który miękko sunął po parkietach.
Zlani potem, niemiłosiernie zmęczeni, ale szczęśliwi siedzieliśmy sobie po załej akcji pijąc "something cold".
Nigdy w życiu nie smakowała mi Cola Light.
Nigdy - oprócz tego momentu...
wtorek, 6. marca 2007
Suchy, pozbawiony emocji spis przedmiotów na drugi semestr:
piotr, 01:29h
Greka Septuaginty B
Księga Koheleta
Księga Liczb (11, 4-35; 22, 1-41)
Męka Jezusa w Ewangelii wg Jana (J 18-21)
Wkrótce zwilżę i dodam emocje.
Księga Koheleta
Księga Liczb (11, 4-35; 22, 1-41)
Męka Jezusa w Ewangelii wg Jana (J 18-21)
Wkrótce zwilżę i dodam emocje.
niedziela, 4. marca 2007
Yo!
piotr, 12:40h
Nie cierpię blogów, na których autorzy z częstotliwością "raz w miesiącu" wpisują coś w rodzaju: "Sorry, że nie pisałem", "Dawno mnie tu nie było", "Przepraszam za tak długą przerwę", po czym podają powód.
Powody mogą być różne. Od prozaicznych ("Miałam szlaban na internet", "Byłem u Cioci w Drohiczynie, gdzie nawet RMF zawraca", "Ta szmata od Polskiego za dużo nam zadała"), po bardziej wymyślne typu: "Rodzice wyjechali na cały weekend, więc zrobiliśmy małe spotkanie kolegów z klasy i podczas wspólnego oglądania różnych ciekawych stron ktoś szturchnął szklankę z colą i zalał komputer, co spowodowało odcięcie mnie od sieci na czas 47 dni" albo "Szef powiedział, że jestem mało wydajny i wysłał mnie na szkolenie do Nowogródka Pomorskiego, gdzie piliśmy Tecqiullę i graliśmy w karty, po 3 tygodniach musiałem nadrobić zaległości w pracy a potem szef wysłał mnie do Świętoszowa na kolejny kurs i znowu byłem do tyłu z robotą, ale już powoli wychodzę na prostą, więc witam was po tych 7 miesiącach", lub też "Aśka pożyczyła ode mnie kompa i miała nikomu nie dawać, ale Dona chciała ściągnąć coś o Oł Per we Francji (nie wiem, jak to się pisze). Oczywiście nikt się nie przyzna, a raczej zwalą na Kamila, ale fakt jest faktem, że mój kochany laptopik spadł z łóżka na podłogę. Mogłam korzystać z komputera taty, ale po tej dopuszczającej z historii musiałabym to robić, jak nikogo nie ma w domu. A to się ni zdarzyło od 3 tygodni. Jak wyjdę na 4,0 na półroczę, to dostanę nowego kompusia, więc nie będzie mnie tu jeszcze jaki czas", czy bardziej filozoficznie "Wir rzeczywistości wessał mnie całego. Lepkie macki pogoni za kasą, pieniędzmi i mamoną zasznurowały mi usta na długie 6 miesięcy. Kołowrotek systematyczności miarowo odmierzał: praca/dom/praca/praca/dom, a ja jak w transie ślepo biegłem zadyszany, nie wiedząc, że z kieszeni wypadają kolejne wartości uważane przeze mnie dawniej za ważne. Kierat niewolniczego wyścigu powoli zabijał we mnie ostatnią żywą cząstkę. Bezwładny goniłem za iluzją sukcesu, wykrwawiając się po drodze."
Często jako powód nieobecności, lub niepisania podaje się powody egzystencjalne: "Net mi zdechł", "Miałam kryzys", "Kot mi zdechł", "Zakochałem się w sąsiadce", (rzadziej: "w moim króliku"), "Zastanawiałem siem nad sensę rzycia".
Bywa, że autor krytycznie spogląda na swoje wypociny i odkrywczo wyznaje: "Przeczytałam wszystko, co napisałam do tej pory i stwierdziłam, że to jest do dupy", "I tak poza mną, moim jamnikiem i jakimś przypadkowym, zagubionym, szuakjącym gołych bab internautą, nikt tego nie czyta, więc miałem dosyć" albo "Chciałam całkiem zrezygnować i rzucić w cholerę to pieprzone (sic!) blogowanie, ale w końcu te 4 miesiące coś znaczą, więc chyba nie mogę tak tego zaprzepaścić".
Niekiedy blogowicz nie ma pomysłu na usprawiedliwienie, (bo wszystkie już wyczerpał, albo żaden nie wydaje mu się wystarczająco dobry), więc próbuje odwrócić uwagę czytelników przerzucając środek ciężkości na ich "oczywistą" potrzebę bycia "happy", że oto długo oczekiwany wpis w końcu się pojawia. Służą temu zwroty typu "Nareszcie jestem", "Po wielu mailach proszących o nowy wpis, oto on", "Nie miałem czasu na pisanie, ale odkąd codziennie zapychała mi się skrzynka, na wycieraczce znajdowałem 30 kg listów, napisy sprayem na wszystkich okolicznych blokach mówiły WRACAJ, nawet raz samolot niebie zrobił białą smugę ze słowem PISZ, to powiedziałem sobie może jednak powinienem dać tym wszystkim ludziom to, czego oczekują, na co zasługują i co im się należy".
Oczywiście dużo prościej można to zrobić w stylu "Here we go again", "Siemka tym co wytrwali", "Hello ponownie", czy "Doczekaliście się!".
Wyższy poziom wtajemniczenia to udawanie, że nic się nie stało i kolejny wpis bez najmniejszej wzmianki na temat przydługawej pauzy w blogowaniu.
Powrótowi "po przerwie" można przydać pompy zmieniając kolorystykę, czcionkę, obrazki, tytuł, albo nawet całą szatę graficzną. Najczęściej jednak charakter pisaniny pozostaje na tym samym poziomie.
Blogerzy uznający się za bardziej wyrafinowanych wiedząć, że zaniedbali pisanie postanawiają nadrobić i "na przeprosiny" błysnąć jakimś dłuższym, ciekawym lub odkrywczym tekstem, co jak w przypadku niżej podpisanego nie zawsze się udaje.
Yo!
P.S. Jeszcze LINK na przeprosiny.
Powody mogą być różne. Od prozaicznych ("Miałam szlaban na internet", "Byłem u Cioci w Drohiczynie, gdzie nawet RMF zawraca", "Ta szmata od Polskiego za dużo nam zadała"), po bardziej wymyślne typu: "Rodzice wyjechali na cały weekend, więc zrobiliśmy małe spotkanie kolegów z klasy i podczas wspólnego oglądania różnych ciekawych stron ktoś szturchnął szklankę z colą i zalał komputer, co spowodowało odcięcie mnie od sieci na czas 47 dni" albo "Szef powiedział, że jestem mało wydajny i wysłał mnie na szkolenie do Nowogródka Pomorskiego, gdzie piliśmy Tecqiullę i graliśmy w karty, po 3 tygodniach musiałem nadrobić zaległości w pracy a potem szef wysłał mnie do Świętoszowa na kolejny kurs i znowu byłem do tyłu z robotą, ale już powoli wychodzę na prostą, więc witam was po tych 7 miesiącach", lub też "Aśka pożyczyła ode mnie kompa i miała nikomu nie dawać, ale Dona chciała ściągnąć coś o Oł Per we Francji (nie wiem, jak to się pisze). Oczywiście nikt się nie przyzna, a raczej zwalą na Kamila, ale fakt jest faktem, że mój kochany laptopik spadł z łóżka na podłogę. Mogłam korzystać z komputera taty, ale po tej dopuszczającej z historii musiałabym to robić, jak nikogo nie ma w domu. A to się ni zdarzyło od 3 tygodni. Jak wyjdę na 4,0 na półroczę, to dostanę nowego kompusia, więc nie będzie mnie tu jeszcze jaki czas", czy bardziej filozoficznie "Wir rzeczywistości wessał mnie całego. Lepkie macki pogoni za kasą, pieniędzmi i mamoną zasznurowały mi usta na długie 6 miesięcy. Kołowrotek systematyczności miarowo odmierzał: praca/dom/praca/praca/dom, a ja jak w transie ślepo biegłem zadyszany, nie wiedząc, że z kieszeni wypadają kolejne wartości uważane przeze mnie dawniej za ważne. Kierat niewolniczego wyścigu powoli zabijał we mnie ostatnią żywą cząstkę. Bezwładny goniłem za iluzją sukcesu, wykrwawiając się po drodze."
Często jako powód nieobecności, lub niepisania podaje się powody egzystencjalne: "Net mi zdechł", "Miałam kryzys", "Kot mi zdechł", "Zakochałem się w sąsiadce", (rzadziej: "w moim króliku"), "Zastanawiałem siem nad sensę rzycia".
Bywa, że autor krytycznie spogląda na swoje wypociny i odkrywczo wyznaje: "Przeczytałam wszystko, co napisałam do tej pory i stwierdziłam, że to jest do dupy", "I tak poza mną, moim jamnikiem i jakimś przypadkowym, zagubionym, szuakjącym gołych bab internautą, nikt tego nie czyta, więc miałem dosyć" albo "Chciałam całkiem zrezygnować i rzucić w cholerę to pieprzone (sic!) blogowanie, ale w końcu te 4 miesiące coś znaczą, więc chyba nie mogę tak tego zaprzepaścić".
Niekiedy blogowicz nie ma pomysłu na usprawiedliwienie, (bo wszystkie już wyczerpał, albo żaden nie wydaje mu się wystarczająco dobry), więc próbuje odwrócić uwagę czytelników przerzucając środek ciężkości na ich "oczywistą" potrzebę bycia "happy", że oto długo oczekiwany wpis w końcu się pojawia. Służą temu zwroty typu "Nareszcie jestem", "Po wielu mailach proszących o nowy wpis, oto on", "Nie miałem czasu na pisanie, ale odkąd codziennie zapychała mi się skrzynka, na wycieraczce znajdowałem 30 kg listów, napisy sprayem na wszystkich okolicznych blokach mówiły WRACAJ, nawet raz samolot niebie zrobił białą smugę ze słowem PISZ, to powiedziałem sobie może jednak powinienem dać tym wszystkim ludziom to, czego oczekują, na co zasługują i co im się należy".
Oczywiście dużo prościej można to zrobić w stylu "Here we go again", "Siemka tym co wytrwali", "Hello ponownie", czy "Doczekaliście się!".
Wyższy poziom wtajemniczenia to udawanie, że nic się nie stało i kolejny wpis bez najmniejszej wzmianki na temat przydługawej pauzy w blogowaniu.
Powrótowi "po przerwie" można przydać pompy zmieniając kolorystykę, czcionkę, obrazki, tytuł, albo nawet całą szatę graficzną. Najczęściej jednak charakter pisaniny pozostaje na tym samym poziomie.
Blogerzy uznający się za bardziej wyrafinowanych wiedząć, że zaniedbali pisanie postanawiają nadrobić i "na przeprosiny" błysnąć jakimś dłuższym, ciekawym lub odkrywczym tekstem, co jak w przypadku niżej podpisanego nie zawsze się udaje.
Yo!
P.S. Jeszcze LINK na przeprosiny.
poniedzia?ek, 19. lutego 2007
piotr, 20:39h
Jakie przedmioty wybrać?
Tradycyjnie już, po wyborze podzielę się.
Ale to jeszcze nie dzisiaj.
Tradycyjnie już, po wyborze podzielę się.
Ale to jeszcze nie dzisiaj.
sobota, 17. lutego 2007
Szczere wyznanie...
piotr, 00:34h
Jak dobrze być w Polsce!
... older stories

