... newer stories
wtorek, 29. maja 2007
Juz byl w ogrodku...
piotr, 10:33h
Nigdy nie mialem lepszej okazji niz w tym roku zobaczyc legendarne Giro d'Italia. Chlopaki mieli wczoraj dzien odpoczynku po zabojczym podjezdzie na Tre Cime, a dzisiaj wyruszaja o 12.05 z Agordo. To tylko 56 km ode mnie.
Mam samochod proboszcza, ale po konsultacjach ze "znajacymi temat" zdecydowalem nie ryzykowac utkniecia do wieczora na jedynej, drodze dojazdowej do miasteczka.
Coz, moze innym razem...
Poza tym, ucze sie, proboszczuje i jutro stad spadam.
W Rzymie nie bylo czym oddychac, tu jest swiezo, ale te deszcze, grzmoty i gradobicia maja tylko jedna dobra strone - chmury roznego koloru snuja sie miedzy gorkami, mieszajac ze soba i lasem. Taki tam widoczek (jesli nie ma mgly).
Co robie o tej porze przy komputerze? Roznosilem Komunie w Domu Starcow i wlasnie czekam az kawa i mleko sie zagotuja, zeby wciagnac leniwe sniadanko przy najnowszych wiadomosciach z Il Gazzettino.
Blogoslawcie Pana wszystkie dziela Panskie, chwalcie Go i wywyzszajcie na wieki!
P.S. Wlosiaki robia dubbung do wszystkiego. Nawet do seriali komediowych. Chcialem obejrzec Prince of BA, ale nie bylo to latwe. Czy ktos sobie wyobraza Willa Smitha spiewajacego po wlosku? Wyglada to mniej wiecej tak:
Mam samochod proboszcza, ale po konsultacjach ze "znajacymi temat" zdecydowalem nie ryzykowac utkniecia do wieczora na jedynej, drodze dojazdowej do miasteczka.
Coz, moze innym razem...
Poza tym, ucze sie, proboszczuje i jutro stad spadam.
W Rzymie nie bylo czym oddychac, tu jest swiezo, ale te deszcze, grzmoty i gradobicia maja tylko jedna dobra strone - chmury roznego koloru snuja sie miedzy gorkami, mieszajac ze soba i lasem. Taki tam widoczek (jesli nie ma mgly).
Co robie o tej porze przy komputerze? Roznosilem Komunie w Domu Starcow i wlasnie czekam az kawa i mleko sie zagotuja, zeby wciagnac leniwe sniadanko przy najnowszych wiadomosciach z Il Gazzettino.
Blogoslawcie Pana wszystkie dziela Panskie, chwalcie Go i wywyzszajcie na wieki!
P.S. Wlosiaki robia dubbung do wszystkiego. Nawet do seriali komediowych. Chcialem obejrzec Prince of BA, ale nie bylo to latwe. Czy ktos sobie wyobraza Willa Smitha spiewajacego po wlosku? Wyglada to mniej wiecej tak:
niedziela, 27. maja 2007
piotr, 00:31h
Pozdrowienia z Dolomitow.
Jestem tu na chwilowy, niezapowiedziany wyjazd.
Powrot do lepkiego od upalu Rzymu w srode (lub we czwartek).
Zaglebie Mistrzem Polski!!!!!
Vieni Spirito Santo!
Jestem tu na chwilowy, niezapowiedziany wyjazd.
Powrot do lepkiego od upalu Rzymu w srode (lub we czwartek).
Zaglebie Mistrzem Polski!!!!!
Vieni Spirito Santo!
?roda, 23. maja 2007
piotr, 03:12h
Czas przygotowań do egzaminów wchłania mnie.
Wszyscy to mają teraz.
Pracki, zadanka, koła, zaliczonka.
No i jeszcze perspektywa zdawania: 6, 15, 22 czerwca - daty już ustalone.
A tu coś dla studentów, którzy nie nadążają za terminami.
P.S. Jeszcze dla Michela, który nigdy nie zajrzy na tą stronę, ale niemożliwie uwielbia ten utwór. Kiedyś w nocnym sklepie muzycznym w Baltimore wychodząc obładowani "przecenami" zobaczyliśmy to DVD i tak przesączyła się reszta nocy przy dźwiękach Buena Vista i Millerze (osobiście kroiłem limonki). Ach, jak w gorącym czasie przedsesyjnym pomaga wspomnienie bezstresowego relaksu choćby na końcu świata, 100 lat temu...
Wszyscy to mają teraz.
Pracki, zadanka, koła, zaliczonka.
No i jeszcze perspektywa zdawania: 6, 15, 22 czerwca - daty już ustalone.
A tu coś dla studentów, którzy nie nadążają za terminami.
P.S. Jeszcze dla Michela, który nigdy nie zajrzy na tą stronę, ale niemożliwie uwielbia ten utwór. Kiedyś w nocnym sklepie muzycznym w Baltimore wychodząc obładowani "przecenami" zobaczyliśmy to DVD i tak przesączyła się reszta nocy przy dźwiękach Buena Vista i Millerze (osobiście kroiłem limonki). Ach, jak w gorącym czasie przedsesyjnym pomaga wspomnienie bezstresowego relaksu choćby na końcu świata, 100 lat temu...
?roda, 16. maja 2007
130 % normy!
piotr, 00:41h
Gdyby z każdego dnia można było wycisnąć tyle nauki, co dziś...
Link na zmęczony wieczór.
Link na zmęczony wieczór.
niedziela, 13. maja 2007
Give peace a chance...
piotr, 22:22h
"Pokój mój zostawiam wam, pokój mój daję wam.
Nie tak, jak daje świat, ja wam daję".
I co my z tym darem zrobiliśmy?
"Pokój to coś więcej niż tylko brak wojny".
[Gaudium et Spes, 78]
W taki dzień jak dziś (90 lat minęło), z takim czytaniem ewangelicznym, jak dziś, warto pomyśleć: co mogę zrobić dla pokoju na świecie.
Można zejść na płaszczyznę najbliższego środowiska, można przemyśleć swoje zachowania i zaniechania, swoje wybory, swoje ukryte nienawiści, można szepnąć w stronę nieba, można krzyknąć w stronę rządu, można wesprzeć naszych bohaterskich (mimo woli) żołnierzy w Iraku i w Afganistanie, można chwycić za różaniec, można chwycić za lekturę, można zaśpiewać...
P.S: Jeszcze to dla równowagi...
Nie tak, jak daje świat, ja wam daję".
I co my z tym darem zrobiliśmy?
"Pokój to coś więcej niż tylko brak wojny".
[Gaudium et Spes, 78]
W taki dzień jak dziś (90 lat minęło), z takim czytaniem ewangelicznym, jak dziś, warto pomyśleć: co mogę zrobić dla pokoju na świecie.
Można zejść na płaszczyznę najbliższego środowiska, można przemyśleć swoje zachowania i zaniechania, swoje wybory, swoje ukryte nienawiści, można szepnąć w stronę nieba, można krzyknąć w stronę rządu, można wesprzeć naszych bohaterskich (mimo woli) żołnierzy w Iraku i w Afganistanie, można chwycić za różaniec, można chwycić za lekturę, można zaśpiewać...
P.S: Jeszcze to dla równowagi...
sobota, 12. maja 2007
piotr, 02:02h
Psychologiczny mechanizm wyparcia trwa.
Jestem prawie pewien, że profesor pomylił moj pracę z jakąś inną albo zgubił dwie ostatnie kartki.
To przecież był tak dobrze napisany egzamin...
Linkujemy sobie.
Jestem prawie pewien, że profesor pomylił moj pracę z jakąś inną albo zgubił dwie ostatnie kartki.
To przecież był tak dobrze napisany egzamin...
Linkujemy sobie.
pi?tek, 11. maja 2007
A myśmy się spodziewali...
piotr, 00:07h
Wyniki z mojego ulubionego Koheleta to dla mnie lekcja pokory. Myślałem, że jestem taki obryty, myślałem, że pytanie było dość proste, myślałem...
Balon pękł pod igłą "ósemki".
Ta moja porażka, ze względu na osobistą relację do Księgi Koheleta i zachwyt wobec profesora i zaangażowanie w naukę, jest chyba największą do tej pory.
I nie łagodzi bólu nawet stwierdzenie sekretarza, że profesor ocenił w skali 1-9 zamiast 1-10 i że dziekan chyba podwyższy wszystkim ocenę o 1
Jak powiedziałby Kohelet:
"Jest czas zwyciężania
I czas przełykania goryczy porażek".
Trzeba się otrząsnąć i iść dalej.
Ale zakłuło trochę...
P.S. Dzisiaj link taki.
Balon pękł pod igłą "ósemki".
Ta moja porażka, ze względu na osobistą relację do Księgi Koheleta i zachwyt wobec profesora i zaangażowanie w naukę, jest chyba największą do tej pory.
I nie łagodzi bólu nawet stwierdzenie sekretarza, że profesor ocenił w skali 1-9 zamiast 1-10 i że dziekan chyba podwyższy wszystkim ocenę o 1
Jak powiedziałby Kohelet:
"Jest czas zwyciężania
I czas przełykania goryczy porażek".
Trzeba się otrząsnąć i iść dalej.
Ale zakłuło trochę...
P.S. Dzisiaj link taki.
wtorek, 8. maja 2007
piotr, 23:06h
Doroczne Święto Instytutu rozpoczęła jak zawsze Eucharystia.
Ekskluzywność naszej szkoły podkreśla fakt, że czytania są w językach oryginalnych. Tym razem nie zabrakło też innych ciekawych elementów. Była prawdziwa cytra (przepięknie grająca), były indyjskie płatki róż i kadzidełka po doksologii, był hebrajski psalm śpiewany do żydowskiej melodii.
Po wzruszeniach typu liturgicznego nudził prof. Beutler. Jego książki są ciekawe, jego znajomość i rozumienie Ewangelii wg Jana jest niesamowita, za to jego wykłady są tragicznie nudne. Po tej traumie, w czasie której Matka Teresa pobiegła kupić kwiaty, przyszedł czas na rinfresco (całkiem, całkiem) i część kabaretową, o której nie powiem ani słowa, bo sam byłem po uszy zaangażowany. Zdradzę tylko rąbek tajemnicy: 07.05. to nie tylko rocznica powstania PIB, ale też czyjeś urodziny (znany, nie-polak, związany z muzyką). Sherlock by się domyślił wszystkiego. Podziękowałbym komu trzeba, ale oni tu nie zaglądają.
Zwiedziłem sobie klasztor Kamedułów na Awentynie (słynną dziurkę od klucza wieczorem sprawdziłem) i klasztor Dominikanów przy Angelicum, które jest chyba gorzej wyposażone technicznie niż Biblicum, a przynajmniej tak się prezentuje na krótki rzut oka.
Oczywiście, obie wizyty związane były z przygotowaniem programu artystycznego grupy Europejskiej, w które zaangażowani byli: Kamedułka, Dominikanin, Franciszkanin i 3 diecezjalnych. Miodzio.
Czytam Zuzannę w wersji Teodocjana, Rut, 2 Machabejską i Liczb na egzamin z Greki LXX. Już trochę mi chodzą ciary, ale jeszcze nie za mocno. Mój profesor (od rzeczonej Greki LXX)zaprosił mnie na swoje śluby jezuickie. Muszę sprawdzić datę, bo na kilka dni zastąpię proboszcza w moich Dolomitach, żeby na doktorat Wojtka mógł przyjechać.
Coś budującego? Proszę bardzo: Pani pielęgniara (od honorowych dawców) zerwała dzisiaj wężyk i Artura krew zalała (dosłownie). Musiałem mu dać swoją koszulę i poszedł do domu. Ale za to przyniósł mi do biblioteki zasilacz laptopowy, którego zapomniałem i uratował mój dzień.
Już trzeci raz mi się zdarzyło nie wziąc tego małego, czarnego pudełeczka. Jakby nie mogli wynaleźć jakiejś alternatywy. Latamy na księżyc i przeszczepiamy serce a dzień bez zasilacza to ciągle dzień stracony.
No i jeszcze kadencja Przewodniczącego mi się skończyła i wybrano Basię. W październiku wygaśnie mój mandat senatora i żegnajcie tytuły, zaszczyty, funkcje...
O Pieszej Pielgrzymce bym zapomniał! W nocy! Z soboty na niedzielę. Ok. 4.00 stwierdziłem, że można zasnąć idąc.
A bez żartów, było pięknie: ok. 250-300 Polaków, 20 km i ciepła, rzymska noc...
Rozpisałem się?
Już kończę.
Cytatem z "Deus Caritas Est":
"Jeżeli człowiek dąży do tego, by być jedynie duchem i chce odrzucić ciało jako dziedzictwo tylko zwierzęce, wówczas duch i ciało tracą swoją godność. I jeśli, z drugiej strony, odżegnuje się od ducha i wobec tego uważa materię, ciało, jako jedyną rzeczywistość, tak samo traci swoją wielkość."
Ekskluzywność naszej szkoły podkreśla fakt, że czytania są w językach oryginalnych. Tym razem nie zabrakło też innych ciekawych elementów. Była prawdziwa cytra (przepięknie grająca), były indyjskie płatki róż i kadzidełka po doksologii, był hebrajski psalm śpiewany do żydowskiej melodii.
Po wzruszeniach typu liturgicznego nudził prof. Beutler. Jego książki są ciekawe, jego znajomość i rozumienie Ewangelii wg Jana jest niesamowita, za to jego wykłady są tragicznie nudne. Po tej traumie, w czasie której Matka Teresa pobiegła kupić kwiaty, przyszedł czas na rinfresco (całkiem, całkiem) i część kabaretową, o której nie powiem ani słowa, bo sam byłem po uszy zaangażowany. Zdradzę tylko rąbek tajemnicy: 07.05. to nie tylko rocznica powstania PIB, ale też czyjeś urodziny (znany, nie-polak, związany z muzyką). Sherlock by się domyślił wszystkiego. Podziękowałbym komu trzeba, ale oni tu nie zaglądają.
Zwiedziłem sobie klasztor Kamedułów na Awentynie (słynną dziurkę od klucza wieczorem sprawdziłem) i klasztor Dominikanów przy Angelicum, które jest chyba gorzej wyposażone technicznie niż Biblicum, a przynajmniej tak się prezentuje na krótki rzut oka.
Oczywiście, obie wizyty związane były z przygotowaniem programu artystycznego grupy Europejskiej, w które zaangażowani byli: Kamedułka, Dominikanin, Franciszkanin i 3 diecezjalnych. Miodzio.
Czytam Zuzannę w wersji Teodocjana, Rut, 2 Machabejską i Liczb na egzamin z Greki LXX. Już trochę mi chodzą ciary, ale jeszcze nie za mocno. Mój profesor (od rzeczonej Greki LXX)zaprosił mnie na swoje śluby jezuickie. Muszę sprawdzić datę, bo na kilka dni zastąpię proboszcza w moich Dolomitach, żeby na doktorat Wojtka mógł przyjechać.
Coś budującego? Proszę bardzo: Pani pielęgniara (od honorowych dawców) zerwała dzisiaj wężyk i Artura krew zalała (dosłownie). Musiałem mu dać swoją koszulę i poszedł do domu. Ale za to przyniósł mi do biblioteki zasilacz laptopowy, którego zapomniałem i uratował mój dzień.
Już trzeci raz mi się zdarzyło nie wziąc tego małego, czarnego pudełeczka. Jakby nie mogli wynaleźć jakiejś alternatywy. Latamy na księżyc i przeszczepiamy serce a dzień bez zasilacza to ciągle dzień stracony.
No i jeszcze kadencja Przewodniczącego mi się skończyła i wybrano Basię. W październiku wygaśnie mój mandat senatora i żegnajcie tytuły, zaszczyty, funkcje...
O Pieszej Pielgrzymce bym zapomniał! W nocy! Z soboty na niedzielę. Ok. 4.00 stwierdziłem, że można zasnąć idąc.
A bez żartów, było pięknie: ok. 250-300 Polaków, 20 km i ciepła, rzymska noc...
Rozpisałem się?
Już kończę.
Cytatem z "Deus Caritas Est":
"Jeżeli człowiek dąży do tego, by być jedynie duchem i chce odrzucić ciało jako dziedzictwo tylko zwierzęce, wówczas duch i ciało tracą swoją godność. I jeśli, z drugiej strony, odżegnuje się od ducha i wobec tego uważa materię, ciało, jako jedyną rzeczywistość, tak samo traci swoją wielkość."
sobota, 5. maja 2007
piotr, 00:12h
W Polsce trwa ciągle "Najdłuższy weekend współczesnej Europy", o którym mogłem przeczytać sobie w magazynie na pokładzie samolotu tanich lini Sky Europe (jeszcze podczas lotu do Czeskiej Republiki). W tymże magazynie znalazłem też reklamy "Warsaw - A City to fall in love", "Cracow - sloganu nie pamiętam" i inne tego typu namawiające do wycieczek w ciekawe polskie miejsca. Wobec potężnych akcji reklamujących Turcję, Grecję czy Słowenię na bilboardach w centrum Rzymu, nasza promocja nie zachwyca, ale zawsze to coś...
Wracając do długiego weekendu, to uczciłem go wycieczką na Via Appia Antica (29.04.) i wypadem na plażę (01.05.) Potem już dni wolnych nie było. Była za to biblioteka i wkuwanie.
Nie pisałem o egzaminie z Księgi Koheleta, który kosztował mnie trochę nerwów (nie sam egzamin, tylko oczekiwanie), ale jak się okazało zafascynowanie profesorem i jego umiejętność zafascynowania nas samym tekstem przyniosły oczekiwane rezultaty.
Na te rezultaty trzeba poczekać, bo prace zostały wysłane za Ocean i "jak wrócą, to będą" (żeby zacytować odpowiednią osobę).
D. przypomina, że obiecane streszczenie "Defending God" ciągle się nie ukazuje i ma rację i słuszne są pretensje jego (niczym cytat z Biblii to zabrzmiało, tym razem).
Pada w Wiecznym Mieście, a ja liczę, że przestanie, bo w nocy z soboty na niedzielę pielgrzymować mi się zachciało pieszo do Divino Amore.
Tyle.
Jeszcze akustyczny link piątkowy.
P.S. Na listę seriali "lubianych" dostało się "Ranczo", które za pośrednictwem itvp.pl dociera pod rzymskie strzechy. Dzisiaj kolejny odcinek...
Wracając do długiego weekendu, to uczciłem go wycieczką na Via Appia Antica (29.04.) i wypadem na plażę (01.05.) Potem już dni wolnych nie było. Była za to biblioteka i wkuwanie.
Nie pisałem o egzaminie z Księgi Koheleta, który kosztował mnie trochę nerwów (nie sam egzamin, tylko oczekiwanie), ale jak się okazało zafascynowanie profesorem i jego umiejętność zafascynowania nas samym tekstem przyniosły oczekiwane rezultaty.
Na te rezultaty trzeba poczekać, bo prace zostały wysłane za Ocean i "jak wrócą, to będą" (żeby zacytować odpowiednią osobę).
D. przypomina, że obiecane streszczenie "Defending God" ciągle się nie ukazuje i ma rację i słuszne są pretensje jego (niczym cytat z Biblii to zabrzmiało, tym razem).
Pada w Wiecznym Mieście, a ja liczę, że przestanie, bo w nocy z soboty na niedzielę pielgrzymować mi się zachciało pieszo do Divino Amore.
Tyle.
Jeszcze akustyczny link piątkowy.
P.S. Na listę seriali "lubianych" dostało się "Ranczo", które za pośrednictwem itvp.pl dociera pod rzymskie strzechy. Dzisiaj kolejny odcinek...
poniedzia?ek, 30. kwietnia 2007
Takie tam, ziemniaczki małe...
piotr, 23:35h
Prof. od Greki ciągle nas atakuje tekstami typu: "Jak to nie byliście w kościele św. Eustachego?", "Nie czytaliście nic Wergilusza ani Tacyta w przepięknej łacinie?", "Nie wiecie, co oznacza napis na Pantheonie?".
Z tym ostatnim pytaniem wiąże się historyjka o znanym, słynnym i śródziemnomorsko-wyluzowanym profesorze-łacinniku, który przechodząc z butelką piwa obok rzeczonego Pantheonu zobaczył młodego, amerykańskiego księdza tłumaczącego swoim (jak się wydaje) rodzicom, że "ten napis jest po Łacinie i nikt nie potrafi go przetłumaczyć". Nie mogąc znieść ściemy tak wielkiego formatu profesor-łacinnik przyładował niewybredny tekst, że "jeśli ty, * niedouczony, nie potrafisz, to nie mów, że nikt".
To tyle Łaciny i łaciny...
P.S. Pomoc dla nie mogących wyjść z domu, by po 10 minutach spacerku znależć się przy Pantheonie.
P.S. 2: A to dla najwytrwalszych...
P.S. 3. I żeby było jasne: ja studiuję Grekę, nie Łacinę...
Z tym ostatnim pytaniem wiąże się historyjka o znanym, słynnym i śródziemnomorsko-wyluzowanym profesorze-łacinniku, który przechodząc z butelką piwa obok rzeczonego Pantheonu zobaczył młodego, amerykańskiego księdza tłumaczącego swoim (jak się wydaje) rodzicom, że "ten napis jest po Łacinie i nikt nie potrafi go przetłumaczyć". Nie mogąc znieść ściemy tak wielkiego formatu profesor-łacinnik przyładował niewybredny tekst, że "jeśli ty, * niedouczony, nie potrafisz, to nie mów, że nikt".
To tyle Łaciny i łaciny...
P.S. Pomoc dla nie mogących wyjść z domu, by po 10 minutach spacerku znależć się przy Pantheonie.
P.S. 2: A to dla najwytrwalszych...
P.S. 3. I żeby było jasne: ja studiuję Grekę, nie Łacinę...
niedziela, 22. kwietnia 2007
piotr, 02:00h
Po drugiej stronie ulicy ktoś ma imprezę z dj-em i głośnikami wielkości dębu Bartek.
Spania dziś w nocy będzie mniej...
Państwo S. w Wiecznym Mieście. Właśnie wróciliśmy z najlepszej pizzy w Rzymie poprzedzonej bruschettą i popchniętej Tiramisù i limoncello.
Nogi im wchodzą w "nie powiem w co", ale nie przyznają się do tego, tylko dzielnie kroczą naprzód podczas wędrówek śladami historii.
Jutro Ostia Antica i kawałek morza...
Zza otwartego okna: "Come on Mr Dj!"
23 stopnie o 23.00.
Czas iść spać.
Spania dziś w nocy będzie mniej...
Państwo S. w Wiecznym Mieście. Właśnie wróciliśmy z najlepszej pizzy w Rzymie poprzedzonej bruschettą i popchniętej Tiramisù i limoncello.
Nogi im wchodzą w "nie powiem w co", ale nie przyznają się do tego, tylko dzielnie kroczą naprzód podczas wędrówek śladami historii.
Jutro Ostia Antica i kawałek morza...
Zza otwartego okna: "Come on Mr Dj!"
23 stopnie o 23.00.
Czas iść spać.
niedziela, 15. kwietnia 2007
Promimte.
piotr, 20:59h
Powrót z Czeskiej Republiki nastąpił wg planu.
Gdyby ktoś się jeszcze nie domyślił - tam właśnie spędziłem ostatnie kilka dni.
Był Chodovar, Vepro/knedlo/zelo, Karel Gott, Hospoda, Beton, Bowling, Bavorak, Marianske Lazne i Becherovka.
Były hranolki i Karlove Vary.
Były atrakcje i przyjemności
i co najważniejsze
byli przyjaciele.

"Ano, ano, Dobre Rano".
P.S. A to: kwintesencja kiczu, czyli Helena śpiewająca Abbę.
Gdyby ktoś się jeszcze nie domyślił - tam właśnie spędziłem ostatnie kilka dni.
Był Chodovar, Vepro/knedlo/zelo, Karel Gott, Hospoda, Beton, Bowling, Bavorak, Marianske Lazne i Becherovka.
Były hranolki i Karlove Vary.
Były atrakcje i przyjemności
i co najważniejsze
byli przyjaciele.

"Ano, ano, Dobre Rano".
P.S. A to: kwintesencja kiczu, czyli Helena śpiewająca Abbę.
niedziela, 8. kwietnia 2007
Auguri! Eeee?
piotr, 18:18h
Za oknem deszczowo.
Jak to w gorach - pogoda zmienia sie niczym gusta nastolatek - rano paschalnie, slonecznie, blekitno, teraz burzy i podlewa.
J. z proboszczem pojechali na Wielkanocna Msze do malutkiej kapliczki na koncu parafialnego swiata, a ja zadzwonilem do domu i probuje uruchomic internet.
Buona Pasqua a tutti!
Panie kucharki z Domu Starcow chca zaokraglic moje ksztalty serwujac gory (doslownie) wloskich przysmakow. Nie opieram sie zbytnio tym probom i wchlaniam makarony, kluseczki, mieska, bisteczki (zeby jakos zdrobnic i zrymowac) wszystko z serami, warzywami srodziemnomorskimi i wloskimi slodyczami.
No i wyszlo, ze jedzenie jest moim glownym zajeciem wielkanocnym.
Nieprawda.
Mielismy piekny Wielki Tydzien. Sporo spotkan, modlitwy, rozmow, godziny w konfesjonale, mlodziez, dzieciaki, staruszki...
Tego sie nie da opisac.
Jezus Zmartwychwstal!
Zaniescie te wiadomosc do wszystkich.
Nie tylko dzisiaj, ale codziennie - spiewajcie swoim zyciem, ze On zwyciezyl smierc.
Jakze zmienia sie perspektywa patrzenia na swiat przez okulary Zmartwychwstania.
Nie ma jak dobrze przygotowane i przezyte Swieta.
Wtedy i ludzie obok i jedzenie i pogoda i swiat i wszystko lepiej smakuje.
Alleluja!
P.S. Niente kartka w tym roku i niente email. Tak wyszlo. Ale pamietalem o wszystkich przed Panem.
Jak to w gorach - pogoda zmienia sie niczym gusta nastolatek - rano paschalnie, slonecznie, blekitno, teraz burzy i podlewa.
J. z proboszczem pojechali na Wielkanocna Msze do malutkiej kapliczki na koncu parafialnego swiata, a ja zadzwonilem do domu i probuje uruchomic internet.
Buona Pasqua a tutti!
Panie kucharki z Domu Starcow chca zaokraglic moje ksztalty serwujac gory (doslownie) wloskich przysmakow. Nie opieram sie zbytnio tym probom i wchlaniam makarony, kluseczki, mieska, bisteczki (zeby jakos zdrobnic i zrymowac) wszystko z serami, warzywami srodziemnomorskimi i wloskimi slodyczami.
No i wyszlo, ze jedzenie jest moim glownym zajeciem wielkanocnym.
Nieprawda.
Mielismy piekny Wielki Tydzien. Sporo spotkan, modlitwy, rozmow, godziny w konfesjonale, mlodziez, dzieciaki, staruszki...
Tego sie nie da opisac.
Jezus Zmartwychwstal!
Zaniescie te wiadomosc do wszystkich.
Nie tylko dzisiaj, ale codziennie - spiewajcie swoim zyciem, ze On zwyciezyl smierc.
Jakze zmienia sie perspektywa patrzenia na swiat przez okulary Zmartwychwstania.
Nie ma jak dobrze przygotowane i przezyte Swieta.
Wtedy i ludzie obok i jedzenie i pogoda i swiat i wszystko lepiej smakuje.
Alleluja!
P.S. Niente kartka w tym roku i niente email. Tak wyszlo. Ale pamietalem o wszystkich przed Panem.
pi?tek, 6. kwietnia 2007
piotr, 16:50h
Dzieki za zyczenia, szczegolnie te Wielko-Czwartkowe.
Ocieplilo sie.
Triduum Paschalne w pelni.
Pozdrawiam.
Ocieplilo sie.
Triduum Paschalne w pelni.
Pozdrawiam.
... older stories

