czwartek, 13. stycznia 2005
Wczoraj Jacek powiedział, że w życiu mężczyzny są cztery okresy:
1. Gdy wierzy w Św. Mikołaja.
2. Gdy już w niego nie wierzy.
3. Gdy od czasu do czasu sam bywa Św. Mikołajem.
4. Gdy wygląda jak Św. Mikołaj...

Von piotr um 12:50h| 7 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

?roda, 12. stycznia 2005
Dziś wiadomością dnia w mojej ławce na Grece (znów całą lekcję przegadaliśmy) było ogłoszenie oficjalnych wyników wyborów na Ukrainie.
Oleg przywiózł mi oryginalny pomarańczowy szalik prosto z Majdanu w Kijowie.
Dostałem też chorągiewkę (zawisła na choince, upolityczniając ją nieco), plakat (na drzwiach wisi) i kalendarz Juszczenki z braćmi Kliczko (dałem Michałowi, bo on też ILoveUkraina).
Najbardziej się cieszę z szalika, Jeszcze trzy tygodnie temu szukałem wstążeczki, żeby wpiąć w klapę i cos pomarańczowopodobnego szpilką do bluzy przyczepiałem, a dziś mam szalik z Majdanu.
Czuję się, jak lata temu, gdy z kolonii w byłym już wówczas NRD przywiozłem kawałek muru berlińskiego.
Majdan...
Andriej Kurkow (pisarz) mówił, że skoro jedynym twórcą konstytucji Ukrainy jest naród, to przyszła konstytucja "urodziła się właśnie tam, na placu, gdzie naród poczuł, że jest wolny".
Albo obrazek z Julią T. wpinającą kwiatek w tarczę stojącego żołnierza i podpis: "Piękno zwycięży".
Nawet ładna ta Tymoszenko, tylko czy trochę nie naiwna...? Taka ufna w dawnych urzędników, że się niby zmienili, nawrócili, kto wie...
W każdym razie, przed nimi ciężki okres - jeszcze trochę pocieszą się ze zwycięstwa, a potem przyjdzie ból porewolucyjny.

God save Ukraina! Poznaję ją na Grece... Jutro wezmę kalendarz z mapą, bo na razie Oleg mi wszystko opowiada i pokazuje na narysowanej przez siebie ołówkiem na odwrocie mojego sprawdzianu. Porównałem z prawdziwą - talentu kartograficznego, to on nie ma...
A Libor (Słowak) mówi, że siepacze Putina mnie wepchną pod samochód za ten szalik i będzie wyglądało na wypadek. Nie ma co się bać, wczoraj przebiegłem przed kolumną rządowych Lancii. Trąbili, a ja pomyslałem, że Berlusconi się spóźni przeze mnie. W sumie, tutaj to wszystko jest normalne...

Von piotr um 02:41h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

niedziela, 9. stycznia 2005
Lucia świetnie sobie poradziła w roli prowadzącej audycję w szczecińskim radio PDDFM:
http://pddfm.univ.szczecin.pl/
Młodzi chrześcijanie w radio. Wow.
Odtąd, każdej niedzieli między 20.00 a 21.00 słuchalność obowiązkowa.
Będę się starał pamiętać i polecam: Wydział Teologiczny Rulez!!!

Poszliśmy z Arturem, Adamem i Krzysiem na Anioł Pański. Ubrałem nawet sutannę, co wśród turystów nie wzbudzało raczej zdziwienia - w końcu to Rzym - "nawet księdza można na żywo zobaczyć".
Pogoda piękna, ale mieliśmy z Adamem czapki - moja czarna leninówka kupiona przy Fontannie di Trevi miała służyć do machania.
I rzeczywiście machałem do Papieża, do kamery, znowu do Papieża...
A potem dostałem maila, że mama Stefy zobaczyła nas w Polsce w TV i zaczęła krzyczeć, aż pan Longin myślał, że się pali. Nie byłoby w tym pożarze nic dziwnego, bo już raz, podczas pieszej pielgrzymki mieli niezłe przygody ogniowe. Pani Ala dzielnie prowdziła grupę, a gdy mijała swój blok zobaczyła wydobywające się z okna kłęby dymu. Nawet podobno z troską w głosie stwierdziła, że się chyba komuś mieszkanie pali... O ile wiem, nic poważnego się wtedy nie spaliło - poza garnkiem mleka. Tym razem też nie było pożaru, tylko my w TV (podobno schudłem-Artur twierdzi, że wprost przeciwnie).
Dostałem też informację, że zaczyna się czas, który sponsorują literki S, E, Z, (jak Sesja, Egzamin, Zaliczenie) oraz liczba 3 (dla tych, którym dostateczny wystarcza). Faktycznie, sam mam zaznoczone w kalendarzu dwie daty. Co na nie spojrzę - to strzelam aktem (cóż za metafora!).
100-dętki nie pękajcie (albo: Nie pękajmy!)
Poza tym blogowi stuknął dziś rok - mimo namów Artura imprezy nie przewiduje się.

Von piotr um 23:14h| 6 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

czwartek, 6. stycznia 2005
Włosiaki jutro mają dzień obdarowywania się prezentami.
Żeby było śmieszniej, niegrzeczne dzieci dostaną węgiel (nie rózgę?).
Co kraj, to obyczaj.
A inne dziwactwa włoskie można sprawdzić klikając na:
http://www.infonegocio.com/xeron/bruno/italy.html

Von piotr um 00:49h| 5 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

niedziela, 2. stycznia 2005
Najpierw definicja ekspertów od rynku cukierków:
Drażetki - drobne cukierki o właściwościach zbliżonych do karmelków, ale produkowane w odmienny sposób, mogą być twarde (nienadziewane) lub miękkie (nadziewane), najczęściej mają kształt kulek, jajeczek, ziaren fasoli, kawy, orzechów itp.;

Artur przywiózł z Polski "marzenie emigranta", czyli DRAŻE MLECZNE "Jutrzenki".
Małe, białe kuleczki o smaku mmmmmmm.
Rozpływając się w ustach przywodzą na myśl wierzby płaczące przy miedzy, boćki, "drogę na Ostrołękę", a w uszach Preludium Chopina. Wszystko to na biało-czerwonym tle, szum snopków, zapach kotleta schabowego i młode dziewczyny w strojach ludowych tańczące Krakowiaka.
Patriotycznie się zrobiło...
A wydawać by się mogło, że to tylko zwykłe draże...

Wciągamy je jak odkurzacze - już tylko dwie paczki pod choinką leżą...

Von piotr um 18:51h| 4 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

sobota, 1. stycznia 2005
Wrażenia po pobycie na parafii?
Małe (ok. 2500 mieszkańców), otoczone górami miasteczko,
starszy, przemiły proboszcz, który całe swoje życie poświęcił prowadzeniu Domu Spokojnej Starości (ponad 120 pensjonariuszy i 65 osób personelu),
konfesjonał i tajemnica Miłosierdzia ("Komu odpuścicie, są im odpuszczone" -jak miło znów się poczuć duszpasterzem),
wycieczka do St. Martin (2200 npm, metr śniegu, mróz, choinki, góry i widoki, jak na tapetach Windowsa),
odpoczynek od nauki (8-9 godzin snu na dobę),
Wigilia prawie polska (poprosiliśmy, żeby tego dnia nie było mięsa - były ryby - oni na wszystko, co w morzu mieszka mówią "ryby" - ośmiorniczki, kalmary, małże, itd., nauczyliśmy Włochów posługiwania się opłatkiem i zaśpiewaliśmy "Wśród nocnej ciszy"),
Pasterka (tak, jak u nas o północy)
i wiele, wiele innych, równie miłych wrażeń (np. gorąca czekolada w połowie mroźnego dnia).

Wczoraj Nieszpory na zakończenie roku kalendarzowego - uroczyste jak nie wiem - być może zawsze w Bazylice z Papieżem jest tak pięknie, nie wiem, bo nie mam nigdy okazji, żeby się od nauki oderwać. Rektor zabrał mnie samochodem - wjechaliśmy na teren Watykanu, wszyscy strażnicy widząc go salutują i gdzieś tylnymi korytarzami dostaliśmy się do Bazyliki. Niezłą zabawę miałem składając wszystkim spotkanym Gwardzistom Szwajcarskim życzenia Noworoczne - podobno to bardzo ważne w ogóle we Włoszech - wystarczy jedno słowo: "Auguri", albo "Buon Anno" i już wszystkim jest miło, no to każdego witałem: "Augri, Bon Anno". Zanim się zaczęło poszedłem do Spowiedzi i na koniec z przyzwyczajenia polskiemu księdzu powiedziałem: "Auguri", a on na to: "Buon Anno".
Po Nieszporach Ks. Rektor zaczął składać życzenia jakimś Ambasadorom, Kardynałom i innym Oficjelom. Kręciłem się obok niego (żeby się nie zgubić), o on tylko mówił: "To jest Taki A Taki," i dodawał w jakim języku mu życzenia trzeba złożyć (na szczęście same cywilizowane obowiązują).

Sylwester w Rzymie naznaczony był katastrofą w Azji - wiele miast nie organizowało pokazów sztucznych ogni, tylko przekazywało zaoszczędzone pieniądze na rzecz pomocy krajom dotkniętym. Tak też zrobiło Wieczne Miasto. Owszem, niebo było kolorowe przez 40 min., ale, jak twierdzą bywalcy, "to nie to, co zawsze".
Szamapan, kawałek tradycyjnego, włoskiego panetona (takiej babki z bakaliami, co ma termin przydatności do spożycia ok. 2,5 roku) i życzenia. Nowy Rok kojarzy mi się trochę z linią startu. Wiele rzeczy można zacząć od nowa. Każdego dnia można, ale ludzie kochają statystyki...

A dziś Konkurs w Ga-Pa, trochę nauki i zapierający dech w piersiach mecz tenisa stołowego między mną a Arturem, ale to dopiero po kolacji...
P.S. Mam już nowe U2 - dostałem w prezencie...

Von piotr um 18:15h| 3 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

pi?tek, 31. grudnia 2004
Wróciłem.
Nawet życzeń nie wymailowałem, ale byłem w górach, gdzie Internet zawraca...
Małe miasteczko w małej dolince - wyjechałem w wielkim pośpiechu.
Spędziłem tam Święta, pomagając proboszczowi.
Przed momentem wróciłem i zmęczony idę spać.
Aha, zapomniałbym,
ŻYCIE JEST PIĘKNE
PAN BÓG JEST DOBRY.

Jutro coś więcej skrobnę wieczorem.
P.S. Artur właśnie w pociągu relacji Szczecin-Katowice. Pewnie drzemie, albo brewiarz odmawia...

Von piotr um 01:19h| 8 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

sobota, 18. grudnia 2004
Wczoraj Turek, dzisiaj Fiłat - miło z byłymi uczniami porozmawiać.
Przypomnieli mi czasy, kiedy, każdego wieczora musiałem przygotować coś, co nieudolnie miało ich zainteresować.
Czasem wydawało się: niezły temat, a tu na lekcji - porażka.
Innym razem odwrotnie: człowiek myśli: "Dzisiaj to się chyba sam zanudzę", a uczniowie wbrew wszystkiemu chwytają temat i sami go "robią".
Częściej jednak to pierwsze chyba...
Czy brak mi katechezy?
Trochę na pewno. Brak mi kontaktu z MŁODYMI ludźmi. Sam się za młodego uważam, ale 28 to już dla nich "wapno".
Brak mi atmosfery szkoły, stałego poczucia, że mam coś do przekazania i muszę się przyłożyć, żeby wyszło może nieudolnie, ale najlepiej jak potrafię, a resztę zostawić Bogu.
I wraca myśl, że w obecnej sytuacji jest podobnie. Wprawdzie teraz jestem "po drugiej stronie klasy" - mam zadania domowe, sprawdziany i egzaminy, ale dalej zostaje "duchowość codzienności": rób swoje, jak najlepiej, szukaj Boga, nie miej nienawiści.
Anna Maria Jopek sobie nuci: "szczęście to ta chwila, co trwa - niepewna swojej urody"...
Po Komplecie zapaliłem Las Vegas (choinkę i lampki ścienno-sufitowe) i włączyłem kolędę. Zrobiło się klimatycznie, ale prowokacyjnie stwierdziłem: "Widzisz Artur, Święta, a my tak internat, akademik, seminarium, plebania, instytut w obcej ziemi i tak całe życie - bez domu".
Prowokacyjnie, ale na szczęście Artur łagodnie wylądował na stwierdzeniu, że DOM jest zawsze tam, gdzie jesteśmy. Poza tym, nasze domy rodzinne w Polsce czekają - rodzice, jajecznica, stół w kuchni, kolacja na tarasie, ogród...
Kupiłem bilet na luty - tydzień w DOMU.
I pomyśleć, że niektórzy tego nie doceniają...
Inna rzecz, że niektórzy nie mieli nigdy prawdziwego domu. Myślę o dzieciakach z Bidula, które jako kleryk odwiedzałem, albo o wszystkich znanych ze Spowiedzi, czy rozmów "porąbanych" domach, właściwie antydomach.
Kończę te nostalgiczne rozważania. Lampki migają, Krakowski Chór Kameralny wyśpiewuje "Chwałę Bogu z Wysokości", a ja myślami w DOMU - idę się położyć spać...


P.S. W jakiejś gazecie kolorowej mają być dwie płyty Ani Marysi J., m.in. Kolędy. Szkoda, że w Italii nie ma polskiej prasy...

Von piotr um 02:30h| 12 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

pi?tek, 17. grudnia 2004
Dzięki Julkowi - mam kompa!!!
Kupił sobie nowego, a strarego (ale jarego) oddał mi za darmo!
Teraz już Artur odetchnie:nie będę uniego tyle przesiadywał (nawet te słowa piszę w swoim pokoju)ra.
Chociaż z drugiej strony, wcale nie miałem czasu, żeby na posiedzieć na necie.
Teraz też nie będę miał: nauki nie ubyło.
Dziś, gdy uruchomiłem gg i zaimportowałem kontakty zaczęło się wszysto wieszać. Miałem 32 rozmówców jednocześnie.
Ekran nie nadążał z odświeżaniem, aż musiałem dać opis, że nie radzę sobię.
To miłe, że ktoś chce pogadać, z drugiej strony: to nie było miłe, że wszystkim odpowiadałem, prosząc o cierpliwość. Niektórym pewnie wcale nie odpowiedziałem...
Tak bywa.

Von piotr um 01:00h| 5 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

Idą Święta...
Siedzimy właśnie z Arturem przy biurku. Na Skype 'ie Lucek opowiada, jak mu się trzy guziki urwały od sutanny, a przed momentem zakończyliśmy wspólną Kompletę: my w Rzymie, on w Polsce - ech ta technika...
Jesteśmy już po tradycyjnej, polskiej Wigilii - zwykle jest w Instytucie wcześniej ze względu na wyjazdy księży.
Była Eucharystia, a potem wspólna Wieczerza - barszczyk, ryby, bigos (wg Artura kapusta z grzybami, nie żaden bigos), uszka, ciasto, te sprawy...
Kolędy, choinki, szpoka, opłatek i klimat rodzinny.
Oczywiście życzenia były.
Kiedyś rozmawialiśmy z Arturem, że powinien być w naszym kraju zakaz cytowania J. Twardowskiego.
Wszędzie cytują: Prymicje, pogrzeby, imieniny, rocznice, niedługo otworzysz lodówkę, a tam cytat z Twardowskiego.
U nas życzenia też okraszał Ks. Jan T.
Oczywiście obaj z Arturem lubimy i szanujemy twórczość tego poety.
Ale jak to mówią w TV "spieszmy się kochać ludzi i przed kapłaństwem klękam".

Poza tym choinka od Grzesia (110 cm wysokości) stoi już ubrana. Lampki na ścianach i od abażura do szafy i okna - niezłe Las Vegas.
Ktoś Bardzo Miły przysłał nam herbatę adwentową - pachnie na całą chałupę. Dziękujemy i więcej takich pomysłów.
Chyba czas zacząć Trójki słuchać:
"Krok po kroku, krok po kroczku..."

Von piotr um 02:24h| 3 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

wtorek, 14. grudnia 2004
Zdałem też grecki.
Dzięki wszystkim, którzy się modlili.
Idę z tej okazji na pizzę...

Von piotr um 18:58h| 8 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

sobota, 11. grudnia 2004
Okienko
Mieliśmy dziś grecki na trzeciej, zamiast na drugiej lekcji. Co robić na okienku? Trzeba znaleźć jakąś pustą klasę i się pouczyć. Tak też zrobiłem. Wchodzę, a w ostatniej ławce Padre Przemek - nasunął na głowę swój franciszkański kaptur i drzemie. Zająłem ławkę obok kaloryfera, rozłożyłem swoje karteczki ze słówkami i podręcznik i powtarzam. Po kilku minutach do sali wchodzi ciemnoskóry student. Zajmuje pierwszą ławkę, wyciąga skrypt i zaczyna się uczyć. Czas mija - słówka i formy mnie wciągnęły, ale ogarnia mnie jakaś dziwna senność. Patrzę, a tu student z pierwszej ławki złożył głowę na swym skrypcie i chyba już się nie uczy. Okulary, zamiast na nosie, leżą na stole, a oczy zdają się nie widzieć niczego przez zasunięte szczelnie powieki. Cóż... Po chwili mój podręcznik do greckiego okazał się wcale wygodnym. Zapewne wyglądać to musiało dość komicznie: trzech studentów w pustej sali, głowy nisko nad materiałem (czy raczej na nim), ciszę przerywa tylko miarowy i rytmiczny oddech zmęczonych nauką ciał.
"Niech Cię nawet sen nasz chwali."


Von piotr um 22:16h| 6 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

sobota, 11. grudnia 2004
Wyniki egzaminu z greki w poniedziałek. Ciężko było, ale zobaczymy...
Tymczasem dziś rano szedłem do Kaplicy (wyjątkowo wstałem na 7.00, bo to Imieniny Danielów/Danieli?) i na trzecim piętrze spotkałem starego Kardynała, który od kilku dni gości w naszym domu. Spojrzał na mnie i wskazując na podbródek powiedział: "Proszę księdza, ja mam 25 ciotek. Proszę sobie wyobrazić, ile ja się różnych kobiecych rad i mądrości nasłuchałem. Otóż, gdy ktoś ma w podbródku taki dołek, jak Ksiądz, to znaczy, że umie kobietom... (tu mrugnął) ...się spodobać."
Uśmiechnąłem się i zwróciłem uwagę, na fakt, że mam też dołki w policzkach, które zademonstrowałem.
"Te też są w porządku, ale w brodzie jest ważniejszy."
Ten głos, ta mina i w ogóle całokształt radosnego usposobienia Kardynała, to był niezły początek dnia.
Potem na obiedzie miałem gości - kolegów ze studiów: Oleg, diakon z Ukrainy i Bonawentura, ksiądz z diecezji Moskwa. Ten ostatni, pochodzi z Kongo. Czarną ma skórę, ten nasz koleżka. Zakochał się w Rosji, kiedy pojechał tam w czasie studiów. Wstąpił do Seminarium, potem pracował jako kapłan na rosyjskich parafiach, potem sudiował w Paryżu, teraz jest z nami na Biblicum. To ciekawe, że męczy go, jak mówi, styl bycia ludzi Zachodu. "Słowianie mają duszę otwartą, mają otwarte na drugich człowieczeństwo. Tu - technologia i dobrobyt zabierają wielu to, co w człowieku najpiękniejsze - dlatego tęsknie za Rosją."
Ech Rosja - kiedyż w końcu i mój zachwyt nad Wschodem się skonfrontuje z rzeczywistością i albo pęknie jak bańka mydlana, albo wchłonie mnie, jak Bonawenturę...

Von piotr um 01:07h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

?roda, 8. grudnia 2004
Koncert Diany Krall był wczoraj w Polsce. Najtańsze bilety po 400 zł podobno... I tak już nie jestem w niej zakochany odkąd wyszła za mąż. Zresztą robi się już tak popularna, że chyba znajdę sobie inną... Zawsze mnie odpychała masówka. Nie czytałem Whartona, bo wszyscy go czytali (poczekałem, aż fala przeszła i zerknąłem). Podobnie Coelho, Małysz, Nirvana, Gwiezdne Wojny są już "ikonami popkulury".
Z Harrym Potterem zdążyłem zanim się zaczęła Potteromania, ale ostatniej części nie wziąłem do ręki, "by nie być jak miliony".
Ktoś mi mówił, że miał tak z Tolkienem i Sapkowskim: byli dobrzy, gdy nikt ich nie znał. Jak coś jest mega-popularne, traci dużo na uroku. Teraz boję się o moje U2, bo już ich chyba każdy lubi... Patrzyłem sobie na nową płytę w sklepie, posłuchałem, pooglądałem i westchnąłem, że 25 Euro to za drogo... Złamałem swoje zasady i przegrałem od Szymona w mp3. Ale to tylko do czasu, kiedy kupię płytę. Na pewno ją kupię. Może gdy będę w Polsce (krajowa jest tańsza).
Tymczasem nowe dvd z koncertem Diany Krall w Montreallu ma wyjść. Mam koncert z Paryża, tylko Johnny pożyczył i w Polsce została... Ale przecież już nie jestem w niej zakochany...
Anonimowy Mikołaj włożył do mojej przegródki płytę z kilkoma teledyskami U2. Bardzo się ucieszyłem, bo kiedyś dotałem na pożegnanie od pewnego zespołu muzycznego dvd z największymi hitami, ale też zostało w Polsce - u Żarka, albo u Józki, bo nie są zgodni co do tego. Cóż, nie ma czasu na słuchanie - jutro egzamin z greki... Będzie ok, ale ile mnie to kosztuje...

Von piotr um 18:21h| 4 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

wtorek, 7. grudnia 2004
AirPolonia zbankrutowała i 50000 ludzi straciło pieniądze i bilety. Wśród nich dużo osób z mojego Instytutu. Oby bylko znaleźli jakieś inne loty do Polski, bo przed Świętami tłok w powietrzu olbrzymi.
Ja, na szczęście AirPolonią nie podróżuję (AirBerlin raczej nie zbankrutuje), a na Święta chyba będę w parafii na północy Włoch (Dolomity)...


P.S. Reprymenda była od Rektora, za obudzenie przez Mikołaja pana Tadeusza - naszego stolarza, który potem do 4.00 nie mógł zasnąć... Cóż, w przyszłym roku Mikołaj pana Tadeusza nie nawiedzi...

Von piotr um 17:41h| 0 Kommentare |Skomentuj ->comment