wtorek, 25. kwietnia 2006
Paul the Jew (obnażony)
Donfireid przysłał nam maila z informacjami na temat egzaminu. Oprócz części 1 (prawda/fałsz) i 2 (test wyboru) będą też do napisania esseje. Na szczęście przysłał 5 tematów, z których na egzaminie będą 3. Na nieszczęście pytania są kosmiczne. Przez 3 dni szedłem nie w tym kierunku. Cóż... Trzeba zacząć od nowa.
Spotykam moich kolegów i widzę, że kilku z nich walczy ciągle z pracą z Gianto (prof. od Hebrajskiego C). Ja już mam to za sobą. Gianto subito!
Nowa wersja "One" (z Mary J. Blige) jest niesamowita.
Radio Dimensioni Suono Roma gra to już od pewnego czasu, ale teraz dostałem od Szymona wersję singlową.
Ja od razo wiedziałem, że Mary ma kawał głosu. Jak kiedyś z Georgem Michaelem śpiewała "As", to pomyslałem, że do genialnej wersji Stevie Wondera nie dodano nic poza jej wokalem. "One" też brzmi, jakby było napisane specjalnie dla niej.
Poza tym, lato!
Po czym to poznaję? Dziewczyny obnażyły ramiona.
A ja, po obnażeniu braków w mojej wiedzy z Donfrieda postanawiam zająć się tym problemem w najbliższej przyszłości i ruszam powoli na Magdę M. (chociaż jeszcze 3 kwadranse, ale może Arsenal zdąży jakąś bramkę ustrzelić w tym czasie).

Von piotr um 23:46h| 16 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

poniedzia?ek, 24. kwietnia 2006
Poranna notka
Niestety, jak mawiał pewien Infułat w szlafroku o 10.00: "Poranki nie są dla artystów".
Tym razem muszę przyznać, że poranek jest nieco przedłużony, bo do szkoły dopiero na 10.15.
Muszę nagrać Grekę dla Libora, bo tak jak wielu studentów wykorzystał fakt, że wtorek jest wolny, w środę tylko 1 wykład, a w czwartek też wolne i przedłużył sobie Święta.
Ja się nie cieszę, bo jutro biblioteka zamknięta. A w domu, jak to w domu można się uczyć, ale trzeba przezwyciężać różne przeszkody typu: drzemka, film, internet, kawka w miłym towarzystwie... Wolę pójść do biblioteki od rana i mieć wybór pomiędzy nauką a nauką.
Co po feriach?
Byliśmy z Artem w Ostia Antica. Czas już był najwyższy zobaczyć rzymskie domy.
Odegraliśmy też scenę z Quo Vadis w interpretacji dość dowolnej.
Art (Neron): Ależ jestem znużony i zniechęcony i w ogóle.
Ja (Petroniusz): Jedź do Ostii. Odpocznij.
Zrobiliśmy kilka fajnych zdjęć, dowiedzieliśmy się kilku fajnych rzeczy, zobaczyliśmy fajny kawałem historii.
A propos historii, to dwa dni temu otworzyli tuż obok naszego domu (wystarczy tylko przejść przez rzekę) Ara Pacis. Ponieważ na zajęciach z Donfriedem czytamy Crossana "In search of Paul" trochę musiałem zerknąć na opis tego obiektu. Autor podaje mnóstwo szczegółów i pisze, że w 2000 roku miejsce miało być już udostępnione zwiedzającym, tymczasem on był w 2003 i dalej nic.
W 2006 wreszcie otworzyli. Nawet wstęp był darmowy pierwszego dnia. Niestety,przegapiłem pierwszy dzień i teraz poczekam na tydzień kulturalny za rok, żeby nie płacić 12 Euro.
A niedziela była naznaczona tłumem ludzi na Angelus (czy raczej Regina Coeli). Po raz pierwszy nie udało mi się nawet wejść na Plac. Mówią, że ok. 150 tys. osób mogło być.
Poza tym, praca na Gianto skończona, zaczynam przyspieszać przed ostatnia prostą. Maj będzie naznaczony ostrą walką, a od 1 czerwca egzaminy (nie licząc jednego majowego).
Dobra, pakuję kanapeczki, laptopa i ruszam na Grekę i do biblioteki.

Von piotr um 12:25h| 6 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

sobota, 22. kwietnia 2006
Back to blogging
Komputer wrócił z serwisu.
Będzie się pisało.

Von piotr um 14:26h| 8 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

niedziela, 16. kwietnia 2006
Alleluja!
Jezus zyje!
Niech ta prawda napelnia Cie Radoscia, niech przynosi Nadzieje i niech bedzie trescia Twojego zycia.
Jezus zmartwychwstal!

P.S. Jezus zyje!

Von piotr um 16:49h| 9 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

sobota, 15. kwietnia 2006
Wielki Piatek stal pod znakiem konfesjonalu.
Pewnie, ze jest zimno (ogrzewanie sie popsulo), ze stawy bola od nieruchomego siedzenia, ze meczace to jest, ale ilu ludzi przyszlo chcac zaczac od nowa...
W takich momentach wiem, ze po to zostalem ksiedzem. "Komu odpuscicie, jest im odpuszczone, komu zatrzymacie, jest im zatrzymane":
Tajemnica czlowieka, ktory kleka przy kratkach i wyznaje, ze jest grzesznikiem, potrzebuje przebaczenia, prosi o nie i chce przyjac Jezusa jako swojego Zbawiciela.
Ile ludzkich historii, ile losow zwyczajnych i pogmatwanych, ile dramatow, ile zla, ale ile radosci z tego, ze Bog jest Milosierny.

"Niewiasto, nikt cie nie potepil?"
"Nikt, Panie."
"I ja ciebie nie potepiam. Idz, a od tej pory juz nie grzesz."

Procesja wieczorna oczywiscie ladna, piekna, ale wszystkie te liturgie i procesje i baldachimy maja mniejsza wartosc niz jedna lza grzesznika, ktory wyznal: "Jezu, potrzebuje Twojego Milosierdzia".

P.S. Przepraszam za patos ostatniego zdania, ale musze juz wracac do konfesjonalu. Do zobaczenia przy kratkach (kto jeszcze nie byl)...

Von piotr um 13:21h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

pi?tek, 14. kwietnia 2006
A w Dolomitach snieg!
Dziekuje tym, ktorzy w Wielki Czwartek westchneli w strone nieba w intencji pewnego ksiedza.
Rano odprawialismy Msze Krzyzma w Katedrze w Padwie.
Ponad 500 ksiezy bylo...
Obiad z kaplanami z Dekanatu (wbrew pozorom nawet mila konwersacje mialem z jednym starszym ksiedzem).
Potem popoludnie w konfesjonale i wieczorna Msza Wieczerzy Panskiej.
Teraz wszyscy ogladaja "Pasje" na duzym ekranie w parafialnej sali kinowej, a ja zakradlem sie do biura i wlaczylem Internet.
Na szczytach gor lezy snieg. W niedziele ma padac, a Wielki Czwartek byl pelen slonca.
Dzieki obecnosci J. liturgia wieczorna byla piekniejsza niz na Lateranie , do ktorego Benedetto ja dzisiaj przeniosl z Bazylki sw. Piotra.
P.S. Odnowilem przyrzeczenia kaplanskie...
Jutro tez sprobuje cos skrobnac, chociaz moze to byc trudne.
Tymczasem Buona Pasqua!

Von piotr um 02:26h| 3 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

niedziela, 9. kwietnia 2006
Palmowa
Nie ma to, jak leniwa niedziela.
Wczorajsza lekcja była ostatnią przed Świętami. Kończy się tydzień kultury (darmowe wstępy do muzeów), więc zwiedziłem Kapitol. Katakumby niestety miały przerwę obiadową.
Dziś odpoczywam: drzemka, mały spacer, jakiś film, znowu drzemka.
We wtorek wyjeżdżam na parafię (do mojej małej wioseczki F.) - będzie pewnie OK, jak rok temu.
A. znalazł w necie koptyjski tekst Ewangelii Judasza i tłumaczenie na angielski - zerknę w chętnej chwili.
Tymczasem Wielki Tydzień rozpoczęty a 6 Weidera zakończona (9 cm mniej w pasie - założyłem spodnie zaszafowane od roku).
Jeszcze Niedzielnopalmowy Wierszyk Babci Stasi:
Wierba bij,
Nie zabij.
Za tydzień
Wielikdzień.

P.S. Krótkie rękawki dzisiaj wygrały...

Von piotr um 20:47h| 6 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

poniedzia?ek, 3. kwietnia 2006
Rok później...
Wróciłem właśnie z Placu Świętego Piotra.
Czy muszę dodawać coś jeszcze?

Von piotr um 02:26h| 4 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

niedziela, 2. kwietnia 2006
Po co człowiekowi zatoki?
Artur namówił mnie dzisiaj na sprawowanie Mszy św. w Bazylice. Tzeba było wstać straaasznie wcześnie. Ale i możliwość spowiedzi przedświątecznej się pojawiła.
Potem podjechaliśmy na Biblicum. Wreszcie mu pokazałem mój Hogwarth. Spotkaliśmy nawet legendarnych Dziadka Ploetza i trola McMahona. Potem nastąpiły: śniadanie w pustym barze na Gregorianum, tabletka przeciwbólowa i 4 godzinna drzemka (to już w domu). Niestety, po drzemce ból zatok powrócił. Ciężko się uczyć w takim stanie.
Wieczorna inhalacja jakiegoś olejku przyniosła tylko chwilową ulgę.
Jutro mam zamiar się obudzić z czystymi zatokami.
I żeby nie było niejasności: To nie jest marzenie - to postanowienie.
Stand up and fight!

Von piotr um 00:11h| 5 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

pi?tek, 31. marca 2006
Las
Poszedłbym na grzyby.
Tak mi się przypomniało, jak Tato budził nas o okropnie wczesnej porze i zabierał nas samochodem do lasu.
Czemu trzeba zawsze zbierać grzyby tak bardzo rano?
Brałem swój sprzęt (nożyk i wiaderko) i krążyłem przez chwilę wokół samochodu, czekając na odpowiedni moment, żeby rozłożyć kurtkę na ziemi, założyć na uszy Shinead O`C. i zdrzemnąć się choć odrobinę.
Ech, poszedłbym na grzyby, pospacerował trochę, poczuł zapach mokrego igliwia i podrzemał pod drzewem...

Pan Bóg, kiedy jest smutny, przychodzi posłuchać, jak oddycha las...

Chyba sam Ojciec Witalis mógłby się pod tym podpisać :)
Swoją drogą, ciekawe, jak on się miewa...

Von piotr um 00:40h| 5 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

?roda, 29. marca 2006
Dopadło mnie przesilenie wiosenne. Temperatura i słońce rozbierają odważnych do T-shirtów. Miło jest usiąść na schodach sąsiedniego Uniwersytetu (nasza szkółka nie ma nawet schodów), wyciągnąć kanapki i popijająć Ice-Tea (zawsze z dylematem: cytrynowa czy broskwiniowa) i popatrzeć na budzące się do życia motorynki, turystów, studentów (zwracam uwagę raczej na studentki).
Ale są też negatywne strony przesilenia - boli mnie gardło i nie mogę się odnaleźć z rytmem doby: Jeśli dzisiaj znowu (3 noc z rzędu) nie będę mógł zasnąć do 2.00 to bólu poranka chyba nie przeżyję.
Oprócz tego, nauka (Im Westen nichts neues), kolejny odcinek "Lost" (z DVD, od Jerika) i ćwiczenia mięśni brzucha zwane "6 Weidera" (zamiana baryłki na sześciopak naprawdę działa).
A Tybr, jak wszystkie rzeki płynie sobie bez końca w kierunku morza i nawet nie wie, że już Kohelet się temu dziwował (a potem Sting w "All this time").

Von piotr um 01:28h| 5 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

niedziela, 26. marca 2006
Sobotni wieczór
Czy wstanę jutro punktualnie, czy o godzinę za późno?
Mój sterowany z Frankfurtu budzik nie daje żadnej gwarancji.
Jutro też odwiedzi mnie Alexius. Spędzimy 3 godziny przy 5 rozdziale 2 Cor i pierwszy Koheleta (bez samogłosek).
Artur pojechał na parafię i poraz pierwszy dziś robiliśmy 6 Wiedera osobno. Ciekawe jak mu poszło. Mi mieszał się rytm bez jego odliczania.
Od jutra też ma być w Rzymie prawdziwa wiosna, chociaż wróciłem przed chwilą z tarasu, gdzie termometr wskazywał 15 stopni. Nieźle, jak na 23.10.
Do Wielkanocy coraz bliżej. Już "półpoście", jak mawiają na wschodzie.
Zaczynam robić plany wakacyjne. Jeśli biskup się zgodzi, zacznę szukać taniego biletu do New Yorku i spędzę 2 miesiące na parafii w Brooklinie. Pomoże to mojemu angielskiemu. Chciałbym pisać licencjat w tym języku, ale to jeszcze odległa przyszłość. Tymczasem niedziela przypomina, że kolejny tydzień naszego życia na zawsze odszedł w przeszłość. Trzeba się tym cieszyć, bo do NIEBA coraz bliżej...

Von piotr um 01:20h| 7 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

pi?tek, 24. marca 2006
Gdyby nastolatek grający w drużynie piłkarskiej siedział przy stole z Ronaldinho, to czułby się tak, jak ja się czułem podczas lunchu z prof. D. Po 6 latach ciężkiej pracy wrócił z Harvardu z doktoratem. Cichy, skromny, nawet nie zauważyłem, żeby miał na palcu słynny pierścień z napisem "Veritas". By the way, kiedyś to było "Veritas in Christo", teraz już tylko "Veritas".
Harvard ma nie tylko słynną nazwę i reputację najlepszego (czy jednego z najlepszych), ale i prawdziwie wysoki poziom.
Podłoga w chińskiej knajpce lekko się kleiła, ale jedzenie było tanie i dobre, a najważniejsza była i tak obecność prof. D.
Tymczasem szkoła daje wycisk. Zaczynamy czytanie Koheleta bez samogłosek, mamy popołudnia z Donfriedem (protestantem z katolickimi poglądami na temat usprawiedliwienia), jedziemy dalej z 2 Listem do Koryntian i inne tego typu cierpienia.
Ale ja to kocham i tyle...
Padał dziś w Rzymie niezły grad, a jutro były Rektor mojej Uczelni zostanie Kardynałem. Nie ma lekcji! Mam notyfikację na dobre miejsce na Placu św. Piotra, ale nie pójdę, bo będę się uczył. No i strzyżenie jutro...
Chyba już wspominałem, że Yuki zostawił mi kamerę video (fajną, malutką), ale nie wspominałem, że od czasu do czasu nagrywamy z Arturem fragmenty z naszego codziennego życia. Za 20 lat będziemy pewnie mieć z tego mieć ubaw, chociaż na razie wygląda to trochę jak norweskie kino niezależne - film moralnego niepokoju, albo dramat psychologiczno-obyczajowy prod. radzieckiej z elementami surrealistycznego humoru. Absurd z Monthy Pythona się chowa przy naszych impresjach na temat płatków spożywanych o poranku, czy maszyny do likwidowania tłuszczu na brzuchu - ABKingPro (czyli połóż się na specjalnej ławeczce, złap za specjalny uchwyt i podnoś korpus ruszając mięśniami brzucha), która przez kilka dni była na przechowaniu u mnie w pokoju.
To tyle...

Von piotr um 00:17h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment

 

czwartek, 16. marca 2006
Mimi
Spotykam ciekawych ludzi. Właściwie wyznaję zasadę, że każdy jest ciekawy, ale niektórzy mają jeszcze ciekawe losy.
Mimi, która studiuje z nami jest wnuczką przedwojennego Naczelnego Rabina Francji. Jej nazwisko jest na tyle znane, że gdy przylatuje do Izraela i pokazuje paszport, to zazwyczaj pada pytanie: "Czy jest pani spokrewniona z tym x.?" Odpowiedź brzmi: "Tak".
Mimi urodziła się w Stanach, mieszkała chyba trochę w Kanadzie i Francji, później w Izraelu, gdzie pracowała jako tłumacz dla palestyńskiej firmy. Nie wiem, jak i kiedy spotkała chrześciajństwo, albo raczej jak i kiedy poznała Wydarzenie Jezusa (the Event of Jesus), tak to się chyba teraz w teologii określa.
W każdym razie nie jest już w najmłodszym wielu fizycznym, choć nie nazwałbym ją "starą babą" (nikogo bym tak nie nazwał, nawet, gdyby ktoś na to zasługiwał). Przyjechała na Biblicum dowiedziec się więcej o Jezusie, Piśmie św., które zna z doświadczenia judaizmu, ale nie robi licencjatu, bo nie ma magisterki z teologii. Będzie z nami jeszcze przez 1 semestr, potem wraca do Stanów. Jeśli jej się uda, to chciałaby studiować teologię na Katolickim Uniwesytecie w Waszyngtonie, do którego to miasta udaje się chyba służbowo.
Mimi jest pełna życia i radości i mamy się umówić z całą paczką na oglądanie zdjęć z Jerozolimy (Mimi załatwi sery i czerwone wino).
Tylko kiedy, bo do Wielkanocy plan zajęć napięty do granic wytrzymałości psycho-fizycznej...

P.S. Nie mogę ładować zdjęć na bloga. Chyba przekroczyłem jakiś limit...

Von piotr um 01:05h| 2 Kommentare |Skomentuj ->comment